Kaichou wa Maid-sama! (2010)

Lekka, niewymagająca specjalnego myślenia komedia i przewidywalny od 1 odcinka romans, rozgrywające się w murach szkoły. Brzmi nudno, schematycznie i sztampowo? Owszem, jednak Kaichou-wa Maid-sama! pokazuje, że nawet takiemu połączeniu warto dać czasem szanse.

Akcja anime rozgrywa się w liceum Seika, które dopiero co otworzyło swoje mury dla płci pięknej i ze szkoły męskiej, stało się placówką koedukacyjną. Pozycję przewodniczącej szkoły otrzymuje Ayuzawa Misaki, której głównym celem staje sprowadzenie większej ilości dziewczyn do Seiki, a zadanie to nie jest proste gdyż, ze względu na dotychczasową reputację szkoły i uczniów, licealistki omijają ją szerokim łukiem. W dążeniu do upragnionego celu Misaki, nie przebiera w środkach i trzyma w ryzach całą populację męską, pozwalając dziewczynom na podejmowanie większości decyzji. Co by było gdyby podporządkowani rozkazom Ayzuzawy chłopcy, dowiedzieli się po szkole pracuje ona w cosplay kafejce, gdzie kelnerki noszą słodkie przebrania uroczych pokojówek? Taki scenariusz nawet nie przechodzi Misaki przez myśl do czasu, gdy jej sekret odkrywa nie kto inny jak Takumi Usui – szkolny playboy i łamacz dziewiczych serc. Zrozpaczona Misaki rozważa najgorsze scenariusze, jednak ku jej zaskoczeniu, Usui zatrzymuje sekret dla siebie i zaczyna coraz częściej przebywać w otoczeniu przewodniczącej.

Jak widać na pierwszy rzut oka, fabuła jest prosta jak budowa cepa. Misaki, Usui i reszta społeczeństwa, mniej lub bardziej rozpoznawalna. Do tego wszystko dołączmy problemy samorządu szkolnego, letnie wycieczki nad morze, festiwal szkolny i wyjazd na biwak, a otrzymamy… całkiem zabawną komedię. Kaichou wa Maid-sama! przez to, że szczególnie nie sili się na oryginalność i z uporem wałkuje utarte schematy w kwestii wydarzeń i zachowania bohaterów, sprawia, że nie spodziewamy się niczego więcej niż faktycznie jest nam w stanie zaoferować. Ponadto warto zaznaczyć, że humor w anime naprawdę potrafi rozśmieszyć, a sceny, które widzieliśmy pewnie setki razy, za sprawą udanych kreacji bohaterów, potrafią bawić na nowo.

Przejdźmy więc do obsady. Ayuzawa Misaki – demoniczna przewodnicząca samorządu szkolnego z upodobaniami sadystycznymi skierowanymi w stronę męskiej populacji, a po lekcjach słodka pokojówka w meido kawiarence. Sama kreacja tej bohaterki już zaciekawia, szczególnie, że Misaki zdecydowanie trzyma głowę na karku i w żadnej sytuacji nie da sobie w kaszę dmuchać, chyba, że w grę wchodzą uczucia, które to zdecydowanie są najsłabszą stroną głównej bohaterki. Pod wpływem Usui’a Misaki zaczyna pokazywać swoją dotychczas skrzętnie ukrywaną stronę i zmienia się na lepsze? Myślę, że to już warto zostawić do indywidualnej oceny. Faktem jest, że słowa „hentai-no uchiuchin” [ pol. zboczony kosmita xD] usłyszymy mniej więcej w każdym odcinku, a towarzyszące im zarumienienie na twarzy Misaki, po jakimś czasie przejdzie do porządku dziennego. Spójrzmy za tym na owego zboczonego kosmitę, którym jest Takumi Usui, bożyszcze liceum Seika, do którego wzdycha praktycznie każda dziewczyna, oczywiście oprócz Misaki. Usui jest idealnym ucieleśnieniem idealności. Od boskiego wyglądu, poprzez uzdolnienia w dosłownie każdym kierunku, aż do całkowitego oddania Ayuzawie. A oddanie i wytrwałość przy takiej wybrance zdecydowanie się przydadzą, gdyż co by Takumi nie zrobił, Misaki nie potrafi zrozumieć faktycznych pobudek, które go do tego skłoniły, mimo, że widać je jak na dłoni. Pod koniec serii twórcy wprowadzają jeszcze jedną postać – Hinatę, przyjaciela Misaki z dzieciństwa. Pełnić ma on funkcję oczywiście rywala Usui’a o względy przewodniczącej i w tej roli sprawdza się znakomicie, jednak niestety nie prezentuje już nic poza tym. Reszta postaci jest sympatyczna i spokojnie da się polubić. Postaci epizodyczne nie drażnią, a odcinki z ich udziałem nie tracą szczególnie na wartości.

Grafika wpasowuje się w klimat komedii romantycznej. Kolorowe tła, wydają się lekko niedokładne i bez szczegółów, jednak nie jest to bynajmniej ujmą dla tytułu. W odpowiednich momentach, ważnych dla rozwoju uczucia między Misaki a Usui’em, w tle pojawiają się słodkie kółeczka/kwiatuszki/serduszka i innego tego typu rzeczy, podkreślając jeszcze bardziej cukierkowatość historii. Czy to drażni? Najdziwniejsze jest to, że nie. Po 2-3 odcinkach kompletnie przestaje zwracać się na to uwagę. Projekty postaci są bardzo dobrze zrobione. Sylwetki zachowują proporcje, a łamacz serc Usui, faktycznie wygląda jak na bożyszcze przystało. Muzyka w tle nie zachwyca, ale i nie przeszkadza. Ot coś w tle gra i pomaga wczuć się w klimat serii. Opening prezentuje się dobrze, lekki j-pop w wykonaniu Mizuno Saayi, klimatycznie wpasowuje się w konwencję anime. Endingi również trzymają poziom, zarówno w kwestii muzycznej, jak i graficznej.

Podsumowując, jeśli masz ochotę na niezobowiązujący romans, ze śmiesznymi gagami i sympatycznymi postaciami, to Kaichou wa Maid-sama! sprawdzi się idealnie. Nie ma co wymagać od komedii romantycznej wzniosłych dialogów czy poważnych dylematów. Jeśli tylko nie postawimy poprzeczki za wysoko, będziemy się świetnie bawić podczas tych 26 odcinków. Ode mnie zasłużone 8/10. Wszystkie wymogi lekkiej serii na chłodny wieczór zostały spełnione i na pewno chętnie jeszcze do niej powrócę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s