Kami Nomi zo Shiru Sekai (2010)

Byciem bogiem to nie taka prosta sprawa, nawet, a może szczególnie wtedy gdy chodzi o boga świata gier randkowych. A sprawa komplikuje się już całkowicie, gdy ktoś opacznie zrozumie ów tytuł, a tym kimś będzie sam diabeł. Cóż nie pozostaje wtedy nic innego jak sprostać zadaniu i ruszyć na podbój… dziewczęcych serc w realnej rzeczywistości.

Keima Katsuragi jest licealistą, któremu nie oprze się żadna dziewczyna. Jego wyczyny są znane na całym świecie na tyle, że inni wysyłają mu maile z prośbami o pomoc w zdobyciu tej czy innej panny. Wszystko to jednak ma miejsce w wirtualnej rzeczywistości gier randkowych, spoza której Keima nie wyściubia nawet nosa, gdyż rzeczywistość nie jest mu w stanie nic zaoferować, w przeciwieństwie do świata 2D. Niestety nic co dobre nie trwa wiecznie i przez zupełną pomyłkę Keima zgadza się zawrzeć pakt z samym diabłem, co jest równoznaczne z porzuceniem swojego ukochanego, nieralnego świata i stawieniu czoła rzeczywistości, a konkretniej dziewczynom w 3D. Na pomoc przybywa Keimie demonica Elsie, która wspomagać go będzie nie tylko magią, ale również bardzo przydatnym radarem wskazującym, którą dziewczynę musi rozkochać w sobie Keima, aby uwolnić ją spod władzy złej duszy, bo to o to wszystko się właściwie rozchodzi. Warto wspomnieć jeszcze o dwóch aspektach, a mianowicie Katsuragi może i jest bogiem podbojów dziewczęcych serc w 2D, jednak w realnym świecie jego doświadczenie w temacie jest równe zeru i druga sprawa, za próbę zerwania lub wycofania się z kontraktu zarówno kontrahent, jak i przyznany mu demon tracą życie. Teraz to już na pewno wszystko, złe dusze i dziewczęce serduszka strzeżcie, bo oto bóg wymiaru 2D wyrusza na polowanie!

Powyższe streszczenie może odstraszyć od ruszania tej serii nawet ze 100 metrowym kijem, ale spokojnie, nie uprzedzajmy się, gdyż anime to jest wyjątkowo czymś na co warto zwrócić uwagę. Fabuła wydaje się odpychać banalnością, a ilość schematów pewnie mnoży się na potęgę, nic bardziej mylnego. Tym razem producenci postarali się, aby znany schemat, wsadzić w zupełnie inną otoczkę i dało to zaskakująco dobry efekt. Kami nomi zo Shiru Sekai wyrazie wybija się spośród innych anime tego gatunku. Duży wpływ ma na to epizodyczność fabuły, na każdą dziewczynę przeznaczono ok. 3-4 odcinków [ wyjątek stanowi 1 odcinek], po upływie tego czasu i wykonaniu zdania, tylko Keima i Elsie pamiętają co się zdarzyło, a „uratowane” dziewczę traci wszelkie wspomnienia z minionego okresu. Jest to o tyle dobre, że wokół bohatera nie tworzy się nagle gigantyczny harem, który domaga się uwagi protagonisty. Fabuła poprowadzona jest umiejętnie i idealnie rozkłada się na całe 12 odcinków, unikając dłużyzn i zapychaczy. Nie oszukujmy się jednak, seria ta jest nastawiona na romans, ewentualnie z elementami komedii, dlatego nawet jeśli występuje tu połączenie z łapaniem złych dusz, to nikt epickich walk z demonami nie uświadczy. Schwytanie duszy odbywa się bardzo szybko i zajmuje może minutę, dlatego nie radzę się nastawiać na dobrą akcję, gdyż motyw nadnaturalny występuje tu mimo wszystko w roli ciekawego dodatku działającego na korzyść serii.

Bardzo dużym plusem jest praktyczny brak fanserwisu. Humor, który zazwyczaj ma za zadanie śmieszyć, o czym czasem niektóre anime zdają się zapominać, tutaj faktycznie potrafi rozbawić. Gagi nie skupiają się na bieliźnie czy zboczonych podtekstach, lecz prezentują troszkę wyższy poziom humoru. Przechodzenie Keimy w stan wzmożonej aktywności tzw. bóga grania, aby nadrobić czas stracony na zdobywanie dziewczyn w rzeczywistości, a także wszelkie ujęcia Katsuragiego podczas grania w gry u niego w pokoju, są całkowicie rozbrajające, a oczywiście to nie jedyne zabawne momenty jakich doświadczymy w czasie seansu.

Warto poświęcić też chwilkę na opisanie bohaterów. Katsuragi Keima to człowiek, który na dobrą sprawę mógł w ogóle nie opuszczać swojego pokoju. Rzeczywistość? Na co komu rzeczywistość? Przyjaciele, znajomości? Gry wystarczą. Jednak po bliższym poznaniu Keima bardzo dużo zyskuje. Jest on postacią inteligentną, konsekwentną, która uczy się na własnych błędach, nawet jeśli tego wprost nie przyznaje. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to jeden z bardziej interesujących męskich protagonistów w seriach z gatunku romans. Dla kontrastu mamy Elsie, która teoretycznie miała pomagać głównemu bohaterowi, jednak w praktyce różnie to wychodzi. Oczywiście nie można odmówić jej energii, humoru i otwartości na nowy świat, z którym przyszło jej się zmierzyć. Na uwagę zasługują też dziewczyny, które rozkochać w sobie będzie musiał Keima. Jak się pewnie domyślacie, każda reprezentuje inny typ, trafimy więc na idolkę, sportsmenkę, panienkę z bogatego domu i nieśmiałą bibliotekarkę. Mieszanka wybuchowa? Owszem, jednak czy istnieje dziewczyna, której zdobyciu nie sprostałby bóg świata 2D?

Grafika stoi na bardzo dobrym poziomie. Projekty postaci wykonane schludnie i z dbałością o szczegóły. Animacji również nie ma czego zarzucić, chociaż jak już wspominałam wcześniej, w poszukiwaniu scen akcji, radzę udać się gdzie indziej. Muzyka wpada w ucho i tyczy się to szczególnie openingu, który wraz z ciekawą animacją, stanowi naprawdę kawał dobrej roboty. Endingi zmieniały się kilka razy w czasie trwania serii, nie chodzi oczywiście tylko o podłoże techniczne, lecz również o wokal. Jedne lepiej zrobione, inne troszkę gorzej, jednak ogólnie widać, że ścieżka dźwiękowa była owocem ciężkiej pracy i efekty jak najbardziej widać.

Podsumowując, Kami nomi zo Shiru Sekai to naprawdę dobra seria, której warto poświęcić chwilę. 12 odcinków to nie dużo, a obejrzenie na pewno sprawi dużo przyjemności. Mówię oczywiście do tych, którzy szukają dobrego romansu z dobrym humorem i elementami niekonwencjonalnymi dla tego gatunku. Warto również dodać, że seria ta cieszy się tak dużym powodzeniem, że wydana została kontynuacja, w postaci II serii również 12 odcinkowej i podobno trwają pracę na serią III. Myślę, że jest to wystarczająca reklama i zachęta do poświęcenia tych kilku godzin na zapoznanie się z tytułem. Ocena końcowa, ode mnie 8/10. 

Advertisements

One thought on “Kami Nomi zo Shiru Sekai (2010)

  1. Miras pisze:

    Naprawdę bardzo przyjemna seria. Od strony technicznej bez zarzutu, jest czym cieszyć oczy – wszystko jest takie ciepłe i kolorowe. Humor też jest na poziomie, co prawda nie powoduje wybuchów śmiechu przyprawiających o ból brzucha, ale niejeden raz można się uśmiechnąć. Podoba mi się w „Kami Nomi…” swojego rodzaju igranie ze sztampową konwencją haremowego romansu – nie wiadomo czy tytuł ten oddaje cześć wszystkim haremom czy może po cichutku się z nich naigrawa :).
    Jeśli miałbym na coś narzekać to może jedynie na nieco przydługi wątek z piosenkarką Kanon. W drugim sezonie jednak nie mam się do czego przyczepić i z niecierpliwością wyczekuję na kolejną cześć przygód kochanej Elsie i jej partnera.

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s