Kilka słów o tym, jak to się sezon jesienny rozwinął.

W momencie, w którym zaczynać pisać notkę jest 29 listopada, a konkretnych informacji o sezonie zimowym ciągle brak. Wiadomo tylko, iż serii TV będzie przerażająco mało i sporą część zajmą sobie kontynuację. Czego? Mam nadzieję, że przekonamy się już niedługo. Dla studentów zaczął się właśnie czas kolokwiów śród-semestralnych, jednak mam nadzieję, iż wszelkie nowe informacje uda mi się zamieszczać w miarę na bieżąco. Na tę chwilę jednak, skoro nie ma nic nowego do zakomunikowania, postanowiłam napisać co nieco o seriach, które w tym momencie wkraczają w najciekawsze momenty i prężnie rozwijają swoją fabułę. Mowa oczywiście o seriach, które sprezentował nam sezon jesienny. Enjoy!

1. BTOOOM! (obecna liczba odcinków: 8/12) 

Zaskakująco dobra seria! Muszę powiedzieć, iż mimo zainteresowania tematyką gier, które zastępują realny świat lub nagle stają się rzeczywistością, nie byłam w 100% przekonana do pomysłu z bombami i tropikalną wyspą. Całość wiała schematem i nudą. Jak się okazało, na szczęście!, nic bardziej mylnego. Fabuła utrzymuje w miarę stałe tempo i nie pozwala się nudzić. Pomysł okazał się może nie tyle innowatorski, o ile ciekawy i przede wszystkim został naprawdę dobrze zaprezentowany. Bohaterowie myślą logicznie, przewidują ruchy przeciwnika, układają strategię… Wszelkie walki stoją na dobrym poziomie. Bohaterowie zróżnicowani pod względem psychicznym, każdy ma swoją własną osobowość i kieruje się własnymi przekonaniami. Wiadomo, iż najwięcej dowiadujemy się o głównych postaciach, to warto zwrócić uwagę, iż bohaterowie drugoplanowi, również zostali wyposażeni w charakterystyczne cechy i motywy działania, dzięki temu mimo dużej ilości bohaterów, widz nie gubi się. Oprawa graficzna stoi na przyzwoitym poziomie, podobnie jak projekty postaci. Jeśli chodzi o muzykę to muszę wspomnieć o openingu – utwór jest wspaniały, ani razu nie zdarzyło mi się przewinąć openingu. Póki co dostaliśmy 8 bardzo dobrych odcinków, przed nami jeszcze 4, jeśli zostanie utrzymany taki poziom, anime to ma szansę stać się jednym z lepszych tytułów i to nie tylko sezonu jesiennego. Ponadto uważam, że BTOOOM! jest idealnym przeciwieństwem popularnego SAO, które koniec końców poszło trochę inną drogą niż oczekiwaliśmy. Na ten moment ocena: 8/10.

2. Chuunibyou demo Koi ga Shitai! (obecna liczba odcinków: 9/12)

Na początku zaznaczę, iż zazwyczaj do szkolnych komedii, które na dodatek zalatują haremem, podchodzę jak do jeża, o ile w ogóle podchodzę. Tej jednak z jakiegoś, nieznanego mi powodu, postanowiłam dać szansę. I… bardzo bym żałowała, gdybym odpuściła ten tytuł. Już dawno się tak nie ubawiłam przy szkolnej komedii! Sam pomysł na „syndrom gimbusa”, grupa nietuzinkowych postaci oraz naprawdę, aż się sama zdziwiłam, śmieszne gagi sprawiają, że 24 minuty mijają jak z bicza strzelił. Mimo wszystko, ciężko napisać ogólny ogryzek do tej serii, gdyż jej konstrukcja, i tym samym fenomen, opiera się głównie na bohaterach, a znów opisywanie ich zajęłoby masę czasu, dlatego już postanowiłam, iż tytuł ten otrzyma ode mnie zaraz po zakończeniu oddzielną recenzję. Ale póki co, do końca zostały nam jeszcze 3 odcinki w czasie których wszystko się może wydarzyć, zważywszy szczególnie na to, iż w ciągu ostatnich 2 troszkę zmieniła się atmosfera. Nie wpływa to jednak negatywnie na serię, ba wręcz przeciwnie! Na razie zasłużone 7+/10. Naprawdę nie pamiętam kiedy ostatni raz tak dobrze bawiłam się przy anime w konwencji komediowej.

3. Code:Breaker (obecna liczba odcinków: 8/13)

I tu niestety zawód. Jeden z niewielu w tym sezonie, ale jednak. Jest ogromną fanką mangi, z którą jestem na bieżąco i naprawdę miałam duże oczekiwania co do tej serii. Jak się szybko okazało, zbyt duże. Pierwszy odcinek prezentował dobry poziom, ale im dalej tym gorzej. Manga to porządny shounen, liczy sobie na ten moment ok. 200 chapterów i naprawdę jej warta polecenia. W anime przede wszystkim brakuje podstawy, jakiegoś wyjaśnienia. Niestety w wersji ruchomej dostajemy jedynie pierwszy epizod mangi, w którym tak naprawdę nic konkretnego się nie dzieje, wszelkie wyjaśnienia pojawiają się dalej. 13 odcinków to zdecydowanie za mało, aby ukazać cały potencjał historii. Poza tym, może to moje subiektywne odczucie, mam wrażenie, że bohaterowie są wyjątkowo irytujący. A prym widzie oczywiście Sakura, która w mandze jednak prezentowała wyższy poziom. Charaktery reszty bohaterów spłycone na potrzeby anime, usunięcie kilku wątków, które sugerowałyby jakieś głębsze dno historii… Całość ratuje jedynie całkiem niezła grafika i wpadający w ucho opening. Ocena to 3/10 i wątpię, aby uległa zmianie, jednak przed nami jeszcze 5 odcinków, zawsze pozostaje nadzieja na to, iż znajdzie się coś, aby podwyższyć ocenę choćby o jeden punkt.

4. K (obecna liczba odcinków: 8/13)

Prawdziwa zagadka, która jak się okazało poza fenomenalną grafiką nie reprezentuje niczego konkretnego. W każdym razie póki co. Dostajemy masę bohaterów, królów, walkę klanów[?], wielkie, nowoczesne miasto, zabójcę, który potrafi wspaniale gotować, pół nagą kobietę, która umie zamieniać się w kota i niczego nieświadomego bohatera, który jest potencjalnym mordercą. Wszystko jasne, prawda? Szkoda tylko, że po 8 odcinkach wiadomo praktycznie to samo co na początku, a nawet jeszcze mniej. Widz zostaje wrzucony w sam środek historii, która zdaje się mieć swój początek gdzieś 50 odcinków przed rozpoczęciem anime. Mamy jakiś bohaterów, którzy mają cel [w większości ten sam], aby go osiągnąć stosują takie, a nie inne działania, jedni prośbą, inni groźbą, lecz do samej fabuły nic to nie wnosi. I znów dały o sobie znać wysokie oczekiwania, które zostały zdeptane. Lepiej obejrzeć zwiastun, w którym widać cudowną grafikę, słychać glosy wszystkich seiyuu, a fabuła i tak już jaśniejsza nie będzie. Ocena to 2/10, raczej bez możliwości podwyższenia, chyba, że nagle w ciągu 5 odcinków fabuła cudownie ruszy do przodu i wszystko stanie się klarowne i jasne. Nie mniej jednak pierwsze 8 odcinków było dosłownie o niczym.

5. Kamisama Hajimemashita (obecna liczba odcinków: 9/13)

Spodziewałam się ciepłej komedii romantycznej, z dodatkiem mocy nadprzyrodzonych, która będzie umiała poprawić mi humor i pozwoli się zrelaksować po nawale obowiązków i… dokładnie to dostałam. Anime to stanęło na wysokości zadania i jest po prostu tym, na co wszyscy czekali. Niby to takie proste zadanie, jednak ostatnimi czasy mam wrażenie, że twórcy kompletnie o nim nie pamiętają. Kamisama Hajimemashita prezentuje klasyczny wręcz romans, który wstawiono w otoczkę bóstw, świątyń i demonów. Zabieg jak najbardziej udany, historia w jakimś stopniu wciąga, bohaterowie ciekawi i, jak to na romans przystało, przyciągają wzrok, główna bohaterka nie denerwuje, a to już duży plus, ogólnie raczej przyjemna w odbiorze. Ciężko powiedzieć tutaj coś jeszcze, gdyż słowa komedia romantyczna dostarczają wszelkich niezbędnych informacji za recenzenta. [;p] Kreska typowa dla tego gatunku, pastelowe barwy, lekko rozmazane kontury. Ah, i muszę wspomnieć o zaskakująco wpadającym w ucho endingu. Jeśli chodzi o opening to perfekcyjnie wpisuje się w charakter anime. Tymczasowa ocena: 7/10.

6. Little Busters! (obecna liczba odcinków: 8/26)

Tutaj zaś będzie krótko, zwięźle i na temat, gdyż po obejrzeniu pierwszego odcinka, postanowiłam odłożyć sobie seans na czas, gdy anime będzie już w całości i ‚łyknąć’ je na raz. Mam konkretne wymagania dotyczące ostatniego dzieła od Key, dlatego konieczna jest całość do oceny.

7. Psycho-Pass (obecna liczba odcinków: 8/22) 

Moja perełka sezonu, szczególnie jeśli chodzi o anime akcji i kryminał. Na tym mogłabym zakończyć, gdyż podoba mi się praktycznie wszystko. Świat przedstawiony, złożoność psychiki bohaterów, których z resztą dopiero zaczynamy poznawać, grafika, muzyka, pomysł, wykonanie, opening!, ending, niesamowita i złożona fabuła… itd. Jeśli tak dalej pójdzie to anime to będzie mogło, moim zdaniem, pretendować do tytułu anime roku. Gorąco polecam. Obecna ocena:9+/10.

8. Sakurasou no Pet na Kanojo (obecna liczba odcinków: 8/24)

Kolejna komedia szkolna, chociaż tutaj bardziej pasuje, akademikowa, gdyż 3/4 akcji dzieje się w akademiku, który zamieszkują główni bohaterowie. Po tych 8 odcinkach stwierdzam, iż mamy to do czynienia z czymś nader schematycznym, jednak w jakiś stopniu nowym. Tak, wiem, że brzmi to kompletnie sprzecznie, jednak takie właśnie odczucia budzi ten tytuł. Bohaterowie, mimo kilku schematycznych cech, prezentują całkiem udaną mieszankę, której zwieńczeniem jest oczywiście Mashiro. Śmiem pokusić się o stwierdzenie, iż pod przykrywką komedii, dostaniemy, może nie tyle anime o poważnej tematyce, co obrazujące pewne problemy, wahania, niezdecydowanie młodych ludzi dotyczące chociażby wybory drogi życiowej. Myślę, iż za wcześnie na dokładniejszą ocenę, 8 odcinków przy 24 to dopiero 1/3 całości, dlatego wszystko jeszcze może ulec zmianie. Co by jednak nie mówić, potencjał jest i tego należy się trzymać. Ocena na ten moment: (6+) – (7)/10.

9. Shinsekai yori (obecna liczba odcinków: 9/25)

Druga perełka sezonu, która zachwyca klimatem oraz bardzo wciągającą, nietypową i wspaniale poprowadzoną fabułą. Świat przedstawiony jest nietuzinkowy, posiada swoją przeszłość, teraźniejszość i bardzo zamgloną przyszłość. Dodatkowo skrywa wiele tajemnic, tych mniej i bardziej mrocznych. Pytania czają się na każdym kroku, jednak odpowiedzi, nie są tak chętne do ujawniania się. Wielkim atutem są także bohaterowie. Ciekawe osobowości, odrębne charaktery, dociekliwość i nieustępliwość. Całość ogląda się znakomicie, jak jeden długi film pełnometrażowy podzielony na części po 24 minuty. Gdy skończy się jedna, bez wahania chce się sięgnąć po następną. Dotychczas dostaliśmy jedynie fragment opowieści i mam nadzieję, że całość będzie jeszcze bardziej warta polecenia. Ocena na ten moment: 9+/10.

10. Sukitte Ii na yo. (obecna liczba odcinków: 8/13)

Tym razem mamy do czynienia z odsłoną romansu gdzie zamiast znacznika komedia dano dramat. Ja osobiście radziłabym zmienić na depresja, gdyż już dawno nie widziałam tak dołującej odsłony romansu szkolnego. Główna bohaterka, Mei, jest ucieleśnieniem wszelkich cech osoby nieśmiałej, introwertycznej i zamkniętej jakie tylko można wymienić. Po drugiej stronie mamy Yamato, pan popularny, przystojny [jakżeby inaczej?], wręcz model z okładki [celowe porównanie], który jest zawsze chętny do pomocy, oraz nie widzi nie problemu z całowaniem się z większością dziewczyny w szkole. W sumie dlaczego nie? Wszyscy wiedzą jak ten scenariusz potoczy się dalej i nie ma w tym nic złego. W sumie o to chodzi, aby pokazać, że każdy może być szczęśliwy i nie ma rzeczy niemożliwych, ale… są jakieś granice. Nie mam nic przeciwko cichej myszce i księciu z bajki, ale jakoś w tej wersji odrębność jest tak nienaturalna, że wręcz żałosna. A, dumnie brzmiący, związek ogranicza się do rozmów nad kartonem z bezdomnym kotem i wspólnych powrotów do domu. Miłość pełną gębą, nie ma co. Bohaterowie są zwyczajnie płytcy. I kropka. Nawet jeśli dano im jakąś przeszłość i oczywiście możliwość zmiany w teraźniejszości i to nadal pozostają tylko postaciami wymiaru 2D poruszającymi się na ekranie, których egzystencja kończy się wraz z naciśnięciem przycisku stop. Koniec odcinka, koniec myślenia o tym anime. Niestety, tak to właśnie się przedstawia, a mogło być tak dobrze. Dodam tylko, iż kreska jest naprawdę śliczna i bardzo przypadła mi do gusty, szczególnie jeżeli chodzi o projekt Mei. Wizualnie nie mam jej nie nic do zarzucenia. Gorzej z resztą. Obecna ocena to: 3/10.

11. Tonari no Kaibutsu-kun (obecna liczba odcinków: 9/13)

Bardzo udana wariacja na temat szkolnego romansu i komedii. Miało być niekonwencjonalnie, z przymrużeniem oka i interesująco i tak właśnie wyszło. Bardzo udana robota studia Brains-Base. Dostajemy przezabawne postaci, ogromny ukłon w stronę Haru i jego rozbrajającej szczerości, oraz również w stronę Mizutani i jej przerysowanej obojętności. Drugoplanowi bohaterowie również udani, stanowią bardzo dobre urozmaicenie głównego wątku. Fabuła oczywiście odkrywcza nie jest, jednak przedstawienie jej w taki, a nie inny sposób, czyli w krzywym zwierciadle sprawia, że mamy odczucie jakbyśmy oglądali zupełnie nowy, innowacyjny pomysł. Ocena to 7+/10, jednak mam wrażenie, że wraz z zakończeniem wzrośnie do 8+.

12. Zetsuen no Tempest (obecna liczba odcinków: 9/-)

Zetsuen no Tempest jest zdecydowanie tytułem nietuzinkowym, który prezentuje pomieszanie wszystkich gatunków w 13 odcinkowej serii. Czy danie końcowe jest zjadliwe? Zaskakująco tak. Mimo, iż mamy tu wątek nadnaturalny, kryminał, romans, magię, akcję, fantasy, szkołę i ratowanie świata, wszystko ma, logiczny sens. Obecnie, na 9 odcinku, karty tajemnicy zostają powoli odkrywane i muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa, jak twórcy rozwiążą i odpowiedzą na kilka znaków zapytania, które postawili. Interesujący w tym anime są także bohaterowie, a szczególnie główna… trójka, gdyż o reszcie nie dowiadujemy się wystarczająco dużo, aby cokolwiek więcej napisać. Bardzo podoba mi się także staranna kreska w tym anime. Całość warta zwrócenia uwagi, ocena to 7-/10, jednak nie wykluczam podniesienia.

Advertisements

6 thoughts on “Kilka słów o tym, jak to się sezon jesienny rozwinął.

  1. Lin pisze:

    Po pierwsze, to jestem pod wrażeniem, że śledzisz tyle serii w tym sezonie :) Sama planowałam oglądać 8, skończyłam na 5, a i tak uważam, że dużo tego ;)

    Bardzo chętnie przeczytam w przyszłości Twoją recenzję „Chuunibyou demo Koi ga Shitai!”. Dla mnie seria jest niezła, ale tak wysokiej noty bym jej nie wystawiła. To fakt, że postaci są nietuzinkowe i na pewno nieprzewidywalne, ale nie do końca pasują mi kolejne wersje głupiutkich, naiwniutkich i zdziecinniałych na maksa stworzonek. Choć z drugiej strony po tym producencie nie spodziewałam się niczego więcej. Zdecydowanie najlepszą postacią jest dla mnie Yuuta – jego komentarze to bardzo udany element humorystyczny :)

    Coraz mocniej zastanawiam się nad tym, czy by sobie nie nadrobić „Kamisama Hajimemashita” – jakoś na początku sezonu ten tytuł mi umknął, a potem stwierdziłam, że skoro oglądam już dwa romanse tej jesieni, „Sukitte…” i „Tonari…”, to w sumie trzeci mi niepotrzebny. Ale w związku z tym, że „Sukitte…” okazało się aż tak potężnym niewypałem, może to przemyślę. Zwłaszcza, że jesteś kolejną osobą, która pisze, że to naprawdę ładna i sympatyczna seria :)

    „Shinsekai yori” rozkręciło się na dobre, z czego jestem bardzo zadowolona, bo po dobrym początku, odcinki 5-6 wydały mi się słabe. Najważniejsze, że dzieciaki wróciły do swojej wioski – nie byłam pewna, czy w ogóle do tego dojdzie, po tym jak wplątały się w bitwy międzygatunkowe tych wszystkich leśnych stworów. Tym samym wrócił klimat z początku serii – bardzo mnie ciekawi, co dalej zrobią z tą serią. Jest jedną z niewielu, która dostała 20-parę odcinków, czyli tak naprawdę mnóstwo wydarzeń jeszcze przed nami.

    Co do „Sukitte Ii na yo” zgadzam się z Tobą zupełnie. Dno. Mega depresyjny i nudny romans, w którym główna bohaterka non stop płacze i smęci. W zeszłym tygodniu do grona zapłakanych dołączył też Kurosawa, co już przyprawiło mnie o totalne załamanie rąk. Aż się boję nowego odcinka oglądać. W sumie nie wiem, po co dalej to oglądam – chyba dlatego, że skoro zaszłam już tak daleko, to ze zwyczajnej przyzwoitości wypada mi dokończyć – tak, żebym później wrzucając na tę serię podczas osobnej recenzji, nie ominęła absolutnie żadnego powodu poświadczającego jej beznadziejność :P W każdym razie uchwyciłaś sedno – te postaci są po prostu płytkie. Totalnie papierowe. Ich dramaciki są śmiesznie wręcz rozdmuchane do rozmiarów życiowych katastrof. Mei to już w ogóle mam ochotę solidnie potrząsnąć, a czasem po prostu walnąć o ścianę – potworna z niej heroina. Dobrze, że to tylko 12, czy tam 13 odcinków…

    Z drugiej strony jest „Tonari…”, które też niby wykorzystuje, podobnie jak „Sukitte…”, nieszczególnie odkrywczy schemat romansu, ale przez to, że podaje go z tak dużym dystansem do gatunku oraz genialnie zrobionymi postaciami, zupełnie inaczej się to ogląda. Z jednej strony zdarzają mi się wybuchy śmiechu podczas oglądania, z drugiej robi mi się ciepło na serduchu od scen „romantycznych” – wszystko jest super wyważone :) Jak dla mnie, jedna z najlepszych serii tej jesieni.

    Co do „Zetsuen no Tempest” również się z Tobą zgadzam :) To dość niesamowita hybryda – na początku myślałam, że będzie głównie nastawiona na akcję, ale kiedy coraz więcej miejsca zaczęły zajmować retrospekcje, które zresztą coraz ciekawiej zarysowywały postać Aiki i jej pokręconych relacji z obydwoma bohaterami, zaczął się z tego robić ciekawy dramat psychologiczny. Miło mnie to zaskoczyło i w sumie bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na śledzenie tego tytułu.

    Nie ma co, to naprawdę przyzwoity sezon – w porównaniu z dość słabym letnim, czy rozpoczynającym się niebawem, i chyba nędznym, sezonem zimowym, jesień wypada naprawdę barwnie :)

    PS. Mam nadzieję, że nie przeszkadzają Ci takie kilometrowe komentarze ;) Nie umiem pisać zwięźle ;)

  2. enpitsuu pisze:

    Zacznę od końca, czyli: no co ty! Bardzo mi się podobają takie długaśne komentarze i z chęcią je czytam. ;) Dają poczucie, że ktoś śledzi te moje wypociny i nawet je czyta! ;) Jest to bardzo miłe uczucie.

    U mnie to jest tak, że zawsze jak się zaczyna nowy sezon to wszystkiemu daję szansę, a potem żal mi te serie porzucać – cała ja – i tak zostaję, jak teraz, z 12 tytułami, ale nie narzekam, przynajmniej zawsze jest jakiś nowy odcinek do obejrzenia, warto się tym nacieszyć, przed nadchodzącym, raczej beznadziejnym, sezonem zimowym. ;c

    Dłużą recenzję „Chuunibyou…” planuję gdzieś na święta. Jeszcze 3 odcinki przed nami, ciekawa jestem czy twórcy zamkną serię, czy zostawią sobie, najgorsze możliwe zakończenie, otwartą furtkę na kontynuację. Błagam, aby jednak skłonili się ku pierwszej opcji. Wszystkim by to wszyło na zdrowie i na pewno podniosłoby ocenę tytułu.

    Osobiście polecam ci poczekać, aż się Kamisama Hajimemashita skończy i wtedy obejrzeć całość. Odcinki są tak proste, urocze i nieskomplikowane, że aż się prosi, aby obejrzeć całą 13 na raz, w jakiś wolny wieczór. Ale to oczywiście tylko moja opinia. ;)

    Co do Shinsekai yori to całkowicie się z tobą zgadzam, że seria odzyskała swój urok jak wrócili do wioski. Przygada poza jej granicami, była ciekawa, ale jednak momentami nużąca i brakowało jej tego czegoś, tej nuty tajemnicy i niepewności, którą dodaje otoczenie – w tym wypadku wioska i szkoła. Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej, szczególnie, że tak jak pisałaś, jeszcze mają sporo czasu do zapełnienia.

    Jak pisałam swoje zdanie o Sukitte Ii na yo, to zastanawiałam się, czy nie jest to tylko moje wrażenie co tej serii, o jej depresyjności i płytkości, dlatego bardzo mnie cieszy, że ktoś się jeszcze ze mną zgadza. ;) I uwierz mi, miałam dokładnie takie same odczucia pod koniec ostatniego odcinka, gdy Yamato się… rozkleił. Aż strach się bać jakie jeszcze urozmaicenia nas czekają. -.-

    „Tonari…” i „Zetsuen…” to dwa tytuły, który postawiły na coś nowego i oba na tym skorzystały, dlatego wielkie brawa. Myślę, że, przynajmniej w „Tonari…” taki poziom utrzyma się już do końca, a co do „Zetsuen…” zobaczymy jak rozwiążą to i owo, szczególnie, że po ostatnim odcinku zaczęło się robić jeszcze bardziej ciekawie.

    I na końcu zdecydowanie się z tobą zgadzam, że sezon jesienny utrzymał poziom i postawił niezłą poprzeczkę. Dobrze, że w czasie sezonu zimowego ciągle będzie nam towarzyszyć Shinsekai Yori i Psycho-Pass, bo inaczej byłoby kiepsko, zważywszy na to co nas czeka.

    PS.: Masz może konto na MAL’u? :)

    • Lin pisze:

      To się cieszę, że komentarze-tasiemce Ci nie przeszkadzają :) Nie będę musiała hamować swoich niezdrowych instynktów :P

      Dzisiaj właśnie widziałam drugą zapowiedź na sezon zimowy – trochę niby tych serii przybyło, ale ogólny poziom nadal zasmucający…

      Jestem po 9. odcinku „Chunnibyou…” (dzisiaj zdaje się jest 10.) i pojęcia nie mam, jak oni to zakończą. Wyraźnie zarysowuje się jakiś wątek romantyczny między Yuutą a Rikką, to zgodnie z oczekiwaniami zresztą, ale gdzie oni to zdążą doprowadzić przez pozostałe 3 odcinki? Kompletnie nie umiem sobie wyobrazić końca tej serii, dlatego jakieś ryzyko na kontynuację, moim zdaniem jest. Ale również wolałabym, żeby jej nie było ;)

      W sumie dobra rada z „Kamisama Hajimemashita” :) I chyba tak zrobię – poczekam na całość, a potem zrobię sobie ucztę na 2 wieczory :) Faktycznie, takie serie aż chce się łykać od razu – tak są lekkostrawne i odprężające na ogół.

      Ja już „Sukitte Ii na yo” to oglądam chyba z niezdrowej przekory. Żeby na własne oczy zobaczyć, jak bardzo mogą się jeszcze stoczyć :P Ostatni odcinek był kolejnym popisem – tym razem nie mogłam wyjść z podziwu nad dialogami. Nie wiem, czy już widziałaś, ale Mei i Yamato widzą się trzy razy w krótkich odstępach czasu i rozmowy wyglądają mniej więcej tak:
      1. Yamato: Widzę, że naprawiłaś bransoletkę.
      Mei: M-mm.
      2. Yamato: Pewnie nie było łatwo naprawić tę bransoletkę?
      Mei: M-mm.
      3. Yamato: Cieszę się, że naprawiłaś tę bransoletkę.
      Mei: M-mm.
      Myślałam, że padnę :D Słowo daję, w którymś momencie aż na głos zakrzyknęłam do ekranu: „No chyba sobie jaja robicie!”. Tak złych dialogów nie słyszałam już dawno.

      „Zetsuen…” faktycznie robi się coraz ciekawsze. Zaczyna to jakby zmierzać do próby zrobienia resetu za pomocą „pojedynku” między obydwoma drzewami. Może w ten sposób możliwe będzie wskrzeszenie nie tylko Hakaze, ale i Aiki? Bardzo jestem ciekawa, gdzie ta seria finalnie nas doprowadzi. Swoją drogą, jestem pełna podziwu dla twórców – jak to możliwe, że tytuł, w którym jest absolutnie wszystko (teraz już nawet podróże w czasie :P), nadal logicznie się układa i ma sens. Wydawało mi się, że przy takim nagromadzeniu wątków i motywów, zrobi się totalny chaos, a tu taka miła niespodzianka :)

      Konto ma MAL-u mam – http://myanimelist.net/profile/cornflake-girl. Aczkolwiek się tam nie udzielam – doceniam MAL głównie jako rewelacyjną bazę anime i narzędzie do utrzymywania porządku w oglądanych seriach ;)

      • enpitsuu pisze:

        Na początku wielkie gomene, że tak długo mi zajęło odpisanie. Studia potrafią niespodziewanie pożreć biednego człowieka i wypluć dopiero po kilku dniach. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. ; )

        Sezon ziomy trochę zaczął się ujawniać i znalazłam nawet 2-3 ciekawe tytuły, dlatego istnieje cień szansy, że te 3-4 odcinki tygodniowo się utrzymają.

        W Chunnibyou wszystko ruszyło w bardzo… dramatycznym kierunku. I cała komediowa otoczka z początku gdzieś prysła. Sama nie wiem czy to dobrze czy źle, ale zakończenie rysuje się jako zamknięta całość. Jutro podajże wychodzi ostatni, także zobaczymy co zostawili twórcy na deser.

        Sukiite… to co opisała to był epik. xD jak on zaczynał znów o tej bransoletce nawijać, to myślałam, że to jakaś ukryta kamera. Kto układa tak tragiczna dialogi?! Ostatni odcinek, w tym wesołym miasteczku, taki w sumie nijaki. Ale już wolę to niż „akcję” z odcinków 7-9. ;p Dwa odcinki końcowe chyba będą skupiać się na tej modelce, zupełnie nie pamiętam w tej chwili jej imienia. Mimo wszystko, było to oczywiście, do przewidzenia. Jak się jedna strona ułożyła, to druga popada w rów mariański. ^^

        Shinsekai yori w 10-11 odcinku znów podbiło poziom, jednak ostatni 12, jakoś mnie nie zachwycił. Owszem ważne, wyjaśniające dużo dialogi, ale jakoś nie czułam tej atmosfery. Za nami połowa, ciekawa jestem, co będzie dalej. ;D

        Zetsuen z tymi wszystkim teoriami i wgl mnie zaskoczył i to mega pozytywnie. Takie umysłowe potyczki zawsze ok. Swoją drogą nie było widać, że z Yoshino taki bystry facet. Duży plus za całą tą sytuację z Samonem. Końcówka 11 epka też spoko. Kiedy wydaje się, że już wszystko wróciło do normy, okazuje się, że tak naprawdę znów zostało wywrócone o 180 stopni. Przynajmniej nie ma czasu na nudę. ;D

        Dzięki za MAL’a, dodam cię do znajomych. ;) Mój nick to Nanaka_, inni niż na blogu, dlatego podaję. I mam taki sam stosunek do MAL’a jak ty, wyłącznie lista anime, ale bardzo przydatna. ;D

  3. Lin pisze:

    Mnie też się zeszło z odpowiedzią ;) Ale cały czas o niej pamiętałam, więc po czasie, ale jestem! :)

    „Chuunibyou…” w sumie skończyłam sobie oglądać wczoraj. Faktycznie, poszli w bardzo dramatyczną stronę – już te ostatnie dwa odcinki, gdzie nawet Dekomori, ostoja komizmu tej serii, stała się postacią iście tragiczną, zupełnie zmieniły wydźwięk tego anime. Ogólnie nie jest to to, na co liczyłam. Chyba wolałam komediową część tej serii. Z przykrością muszę stwierdzić, że maleje mój kredyt zaufania do Kyoto Animation, który na tak długo uzyskali sobie u mnie dzięki obu częściom Clannadu. Widzę, że na sezon zimowy też coś zaplanowali, ale już z wstępnego opisu mam wrażenie, że fabuła będzie koszmarnie słaba, choć niewątpliwie grafika, jak zawsze u nich, zanosi się na typowe eye candy ;)

    „Sukitte…” przeszło wszystko. Już przy ostatnim odcinku to się po prostu śmiałam w głos, jak ta cierpiętnica Mei co chwilę przeżywała katusze i walki wewnętrzne z serii: Tak, pójdę do niego. Albo może nie, bo będę mu przeszkadzała. Ale na pewno byłoby mu miło. Ale może nie chce mnie zobaczyć. Ale to chociaż pójdę i go przeproszę. Ale on na pewno nie chce tego słuchać… O litości! Czy naprawdę jest jeszcze ktoś, kto po tym arcyfinale dobrze myśli o tej serii? Czegoś tak złego nie widziałam chyba jeszcze nigdy – możliwe, że za mało jeszcze widziałam, wydaje mi się jednak, że „Sukitte ii na yo” po prostu faktycznie jest aż tak złe ;)

    Z „Shinsekai yori” i „Zetsuen no Tempest” zrobiłam sobie małą przerwę. Pewnie nadgonię w tym lub przyszłym tygodniu. Widzę, że „Zetsuen…” wreszcie dostało oficjalną ilość odcinków – i w sumie cieszę się, że jest to jedna z tych dłuższych serii, choć oczywiście przez te 20-parę odcinków mogą nieźle namieszać. Byle wyczuli granicę między fabułą ciekawą a przekombinowaną – i będzie bardzo przyjemnie :)

    Za to poszłam za Twoją radą i po premierze ostatniego odcinka zrobiłam sobie mini maraton z „Kamisama Hajimemashita” :) Jestem oczarowana! Seria zajęła mi dwa wieczory, podczas których wprost nie mogłam się oderwać od komputera. Było jak piszesz – słodka, prosta, zgrabna, niewymagająca myślenia komedyjka shoujo. Świetne postaci z nieirytującą bohaterką na czele. Nanami była urzekająca – i podobało mi się to, że nie zrobili z niej niedorozwiniętej idiotki. Owszem, pakowała się w tarapaty, z których Tomoe musiał ją wyciągać, ale postarali się na tyle, by pokazać, że i ona czasem jego ratowała z opresji. Bardzo przyjemny tytuł – ogromnie się cieszę, że wpadłam na Twoją rekomendację :) W ogóle to mogłam to przez cały sezon oglądać, zamiast tego durnego „Sukitte…” – po stokroć lepszy romans z tego wyszedł.

    O, i na koniec – wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s