Było…minęło, czyli czym sezon wiosenny przykuł moją uwagę.

Praca, sesja, praca, praca i…praca…tyle o podsumowaniu minionych 4 miesięcy. Przejdźmy do ciekawszych tematów, czyli co się działo w świecie anime, gdy na blogu u enpitsuu świeciło pustkami. Sezon wiosenny już dawno za nami, sezon letni wchodzi w fazę finałową, zaś jesień lada moment przedstawi swoje ostateczne propozycje. Tyle tematów na notkę, że nie wiadomo w co ręce włożyć. -.- Chcąc jak najbardziej nadrobić zaległości, postanowiłam skupić się najpierw na zakończonym już sezonie wiosennym. Enjoy!

(opisuję tylko serie zakończone)

1. Akuma no Riddle

Akuma-no-RiddleZapowiadające się ciekawie anime z tajemnicą i kryminałem jako motywami przewodnimi. 11 zabójczyń, jedna ofiara i wróg, który staje się obrońcą. Schemat na pewno już w jakimś stopniu znany, jednak nadal lubiany, więc ciekawa byłam jaką drogę tym razem obierze fabuła. Po Dangaronpie, która jednak na wyżyny się nie wzniosła, liczyłam na lepsze rozplanowanie akcji i przede wszystkim bardziej złożonych bohaterów. Co dostałam? Przede wszystkim główną bohaterkę – Haru, która po 3 odcinkach zaczęła mnie irytować swoją osobą tak bardzo, iż zaczęłam kibicować drużynie zabójczyń, aby wreszcie jej marny żywot zakończyły. Na końcu twórcy starają się nas przekonać, że jej bezsensowne zachowania były tak naprawdę bardziej sensowne, niż ona sama mogła się spodziewać, ale niestety moja ostateczna ocena tej postaci, nawet mimo tych końcowych starań, oscyluje w okolicy dna. Do pary dostajemy Tokaku, szkoloną od najmłodszych lat zabójczynię, która zamiast wziąć udział w grze o życie Haru, decyduje się stanąć po jej stronie i zostać żywą tarczą. Tokaku przez większość serii milczy, walczy lub rozpamiętuje swoje traumy z dzieciństwa. Nie zajmuje się praktycznie niczym więcej. Jeśli już o traumach mowa, to momentami miałam wrażenie, iż to właśnie traumy i ich odmiany stanowią w tym anime główną oś fabularną, bo przecież jak wiadomo, aby zostać profesjonalnym zabójcą, trzeba posiadać również dostatecznie silną traumę. Antagonistki w tym anime przykrych doświadczeń z przeszłości miały w ilości hurtowej, jednak do ich profesjonalizmu mam sporo wątpliwości. Wyobraźni, finezji i polotu na pewno odmówić im nie można, gdyż niektóre sposoby na zamordowanie jednej dziewczyny, przechodziły same siebie. Problem jedynie w tym, iż nie taki był cel. Koniec końców zamiast poważnej serii z mrocznym klimatem, otrzymujemy absolutnie niezamierzoną parodię kryminału. Ubawi, momentami nawet rozśmieszy, przypomni, że granice absurdu w anime są nieskończone – główny ukłon w stronę zakończenia…i na tym niestety koniec. Zapowiadało się jak zwykle, a skończyło…jeszcze bardziej typowo.
OCENA KOŃCOWA: 4/10

2. Bokura wa Minna Kawaisou

Bokura wa Moje największe zaskoczenie sezonu wiosennego. W pierwszych wrażeniach skrytykowałam tę serię całkowicie. Pierwszy odcinek wydał mi się dnem absolutnego dna i musiałam się niemiłosiernie zmusić, aby sięgnąć po drugi. Zmusiłam się jednak. I do dzisiaj się z tej decyzji ciesze, gdyż już dawno nie odniosłam tak mylnego pierwszego wrażenia. Bokura wa to anime, które na pierwszy rzut oka jest kolejną serią, gdzie pierwsze skrzypce będą grać nieśmieszne i znane wszystkim do bólu gagi oraz główny bohater robiący z siebie idiotę przed oczami podobającej mu się dziewczyny. I faktycznie. Idealnie to dostajemy. Różnicą są jednak bohaterowie i drugie dno ukryte za prezentowanymi wydarzeniami. Może to spaczenie studentki neurobiopsychologii, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, iż anime to miało jednak na celu poruszenie trudnych tematów związanych z kwestiami życia w społeczeństwie. Otrzymujemy zamkniętą w sobie miłośniczkę książek, która żyje we własnym świecie i próbuje przekonać wszystkich na około, że nie potrzebuje żadnych kontaktów z innymi ludźmi; dewianta seksualnego, który poza byciem masochistą, jest absolutnie niegroźną jednostką z zaskakująco rozwiniętą umiejętnością oceny sytuacji; studentkę, która całą swoja siłę wkłada w poprawienie swojego wyglądu i bawieniem się kolejnymi mężczyznami, nie mogąc jednak znaleźć nikogo na dłużej; dorosłą kobietę, która z jednego nieudanego związku, wpada w kolejny nieudany i aby zapomnieć o swej beznadziejności topi wszystkie smutki w alkoholu; oraz głównego bohatera, który odkąd pamięta przyciąga „dziwnych” ludzi. Anime prezentuje życie codzienne całej tej nieszablonowej gromadki oraz koncentruje się na próbach zrozumienia przez głównego bohatera, zamkniętej w sobie Ritsu. Generalnie rzecz ujmując, anime to albo się podobać będzie, albo nie. Humor będzie śmieszył albo nie będzie, zaś bohaterowie mogą irytować lub zaciekawić. W moim przypadku, mimo, iż początkowo kompletnie się na to nie zapowiadało, humor i bohaterów kupiłam w całości (no…z maluteńkimi szczegółami). Musze jednak ostrzec, aby nie brać na poważnie pojawiającego się, na niektórych stronach tagu „romans”, gdyż można się boleśnie rozczarować. Użyłabym bardziej słów zrozumienie i zaufanie, gdyż relacja Ritsu i Usy(głównego bohatera) z romansem niewiele ma wspólnego. Podsumowując, polecam wszystkim, którzy potrafią dostrzegać w anime coś jeszcze, poza tym co widać na ekranie. Ja na pewno powrócę do tego tytułu jeszcze kilka razy.
(PS.: Anime to ma jedną z najlepszych kresek sezonu wiosennego!)
OCENA KOŃCOWA: 8/10

3. Selector Infected WIXOSS

selector infected WIXOSSGrupa 5 dziewczynek, karciane walki, wszechogarniający mrok i magiczne zdolności. Kolejna próba zarobienia na popularności Madoki, tym razem jednak całkiem udana. Mimo, iż klimat Madoki jest absolutnie nie do powtórzenia, to WIXOSS w dość udanym stopniu zaspokoiło moje oczekiwania. Bohaterki, nawet jeśli dość schematyczne, umieją zaskarbić sympatię widza. Ponadto jeśli już bierzemy się za japońska produkcję, gdzie głównymi bohaterkami są dziewczynki w wieku gimnazjum, to od razu należy przyjąć, że motywem przewodnim będzie przyjaźń. I kropka. Rozmowy o przyjaźni, przekonywanie o niej oraz chęć posiadania przyjaciół to absolutny standard. Na szczęście w anime tym przyjaźń to tylko jeden z motywów przewodnich, dostajemy również pragnienie popularności, tabu w postaci miłości bratersko-siostrzanej oraz uzależnienie od odczuwania adrenaliny, czyli motyw walki dla samej radości z niej. Między tym wszystkim przeplata się tajemnica i pytania, na które czasami lepiej wcale nie znać odpowiedzi. Całość prezentuje się ciekawie, jednak niekompletnie. Anime to zostało podzielone na dwie serie tworzące jedną całość. W sezonie jesiennym czeka nas kontynuacja, która pozwoli na podsumowanie i ocenę całość. Na ten moment pozostaje tylko czekać.
OCENA PO 1 SERII: 7/10

4. Kamigami no Asobi

kamigami-no-asobiMiało być koszmarnie, schematycznie i liczyłam na śmiech przez łzy przy kolejnym tworze na podstawie gry otome. Hm, miało być? Ano miało, gdyż w ostatecznym rozrachunku wyszło, iż moje przewidywania, w końcu!, nie sprawdziły się. Na samym początku przyznam się, że niesamowicie ciężko jest mi pisać o serii tego typu tak pozytywną recenzję, a jednocześnie bardzo się cieszę, że w końcu nadarzyła się na to okazja. Generalnie od schematu nie odchodzimy, jest bohaterka – Yui i jej grono wielbicieli. Aczkolwiek, w kontekście tego tytułu bardziej pasuje określenie: przyjaciół. Oczywiście panowie zabiegają, aby Yui zwróciła na nich uwagę i starają się spędzać z nią jak najwięcej czasu, ale (poza kilkoma wyjątkami) nie umiem doszukać się w tym podtekstów miłosnych. Ponadto uważam, iż cała grupa z Kamigami to najsympatyczniejsza gromadka jaką było mi dane w ekranizacji gry otome. Nie da się ich nie lubić. Owszem poszczególne postaci mogą wydawać się irytujące pod takim czy innym względem, ale gdy rozpatrujemy ich razem automatycznie wady przechodzą na drugi plan. Nawet wałkowanie po raz miliardowy zielonej szkoły, festiwali szkolnych oraz organizowania przedstawienia, tutaj aż tak nie razi. Ostatecznie, jak nauczyć bogów jak to jest być uczniem, bez pokazania im tego co najbardziej standardowe? Udana ekranizacja, z transformacjami, których długo nie zapomnę (^^) i sympatycznymi bohaterami. Po całej serii niewypałów w końcu dostaliśmy coś, co da się polecić. Oby to nie był jednorazowy sukces.
OCENA KOŃCOWA: 7/10

5. Soredemo Sekai wa Utsukushii

Soredemo Sekai wa UtsukushiiAnime, które od czasu zakończenie emisji obejrzałam dwukrotnie. Najpierw w czasie trwania nie mogłam się doczekać polskich translacji i oglądałam wszystkie odcinki po angielsku, potem na drugi dzień oglądałam jeszcze raz po polsku i teraz, kiedy już wszystko zakończone, w deszczowy wieczór pochłonęłam całą serię na raz. Uwielbiam. Moje shoujo spaczenie zostało całkowicie ukontentowane. Poza tym, moja mania na punkcie Ciela z Kuroshitsuji również została na chwilę zaspokojona, gdyż postać Liviego bardzo mi Ciela przypominała. Shoujo jak to shoujo, dwójka bohaterów, na początku nie pałających do siebie sympatią, potem wręcz przeciwnie, kolejni rywale i pierwsze zazdrości, potem pocałunki…nic co by burzyło znany od dawna schemat, skąd więc tak pozytywna opinia? Moi Drodzy, pragnę przedstawić Wam Nike i Liviego, prawdziwych bohaterów z krwi i kości. Nike to nastoletnia księżniczka, która swoim zdecydowanie przewyższa niejednego męskiego bohatera. Szczera, energiczna i nieumiejąca usiedzieć w miejscu, a jednocześnie niepozbawiona wrażliwości. Po tych wszystkich mimozach pałętających się na ekranie, jej charakter jest jak powiew świeżości. Rolę męskiego protagonisty objął król Livius, dzieciak, który musiał dorosnąć zdecydowanie szybciej niż jego rówieśnicy. Mimo młodego wieku jest zdecydowany, umie myśleć strategicznie i nie zawaha się w walce o swoje. Rządzenie całym królestwem wymaga w końcu żelaznej ręki. Co jeszcze wyróżnia Soredemo? Ano właśnie wspomniany już wiek głównych bohaterów. Mimo, iż tutaj to Nike jest wyraźnie starsza od swojego wybranka, to jednak w dojrzałości charakterów nie widać aż tak dosadnej różnicy, dzięki czemu twórcy uniknęli skojarzeń z pojawiającym się w Japonii shotaconem. Ogólnie całe anime to typowa opowieść o miłości, która dzięki udanym bohaterom wyróżnia się nieco ponad inne historie z tego gatunku. Bardzo polecam, szczególnie na zbliżające się jesienne wieczory.
OCENA KOŃCOWA: 9/10

5. Gokukoku no Brynhildr

Gokukoku Seans tego tytułu na długo pozostanie w mojej pamięci. Ostatecznie nie na co dzień jest się świadkiem jak cała fabuła, bohaterowie oraz, a co tam!, praktycznie cała scenografia topi się w morzu krwi i czegoś, co ostatecznie miało przypominać ludzkie szczątki. W sumie poza krwią, krwią i…kosmitami, ciężko znaleźć coś jeszcze. Ah, przepraszam. Przez te 12 odcinków towarzyszyli nam jeszcze bohaterowie, tajemnicza organizacja, ten zły, inna tajemnicza organizacja, ci inni źli, wiedźmy, martwe przyjaciółki z dzieciństwa, lekarstwa przedłużające życie, eksperymenty na ludziach, laboratoria, pragnienie utraty dziewictwa, niewybredne żarty o zboczeniach, pamięć fotograficzna, genialne strategie…jedno można stwierdzić, w tym anime na pewno się dzieje. A co, gdzie, jak, po co i dlaczego, to już nieważne! Grunt, żeby się działo. Zabrakło sensu na końcu? Trudno, zabijmy kilka postaci i nikt nie zwróci na to uwagi. A może jednak szkoda tych zabitych postaci? Dobra, to wskrześmy je z powrotem, przynajmniej coś się będzie działo! Nie daliśmy odpowiedzi na  3/4 pytań? Stwórzmy hiperultrasupermega atak, który rozwali wszystko i odpowiedzi już nie będą potrzebne…tak w skrócie przedstawia się logika tego anime, a raczej jej brak. Absolutna sieczka, bez ładu i składu polana obwicie wywarem z krwi bohaterów. Trzymać się z dala, prowadzi do uszczerbków na zdrowiu i zaburza myślenie.
OCENA KOŃCOWA: 2/10 (tylko za pierwszy opening, który niestety wpadł mi w ucho)

6. Isshuukan Friends.

Isshuukan-FriendsAnime o przyjaźni. I o sile przyjaźni. I o tym jak bardzo potrzebujemy przyjaciół, nawet gdy mówimy, że ich nie potrzebujemy, chociaż w głębi serca i tak wiemy, że ich potrzebujemy…czyli typowe okruchy życia o szkolnych znajomościach. Kaori co tydzień traci pamięć o wszystkim co związane z jakimikolwiek relacjami z przyjaciółmi i w sumie nie stara się nic z tym zrobić, aby nie sprawiać innym kłopotu. Dopiero gdy pojawia się przed nią Hase, rozwiązanie okazuje się prostsze niż można się było spodziewać. Zacznijmy prowadzić pamiętnik! I tak oto powstaje historia niecodziennej przyjaźni wytrwałego Hase z nieśmiałą Kaori. Opowieści tej nie można na pewno odmówić ciepła – głównie za sprawą pastelowych kolorów i rozmytej kreski. Hase jako główny bohater, jeszcze jakoś broni się na tej pozycji, jednak Kaori pozostawia sporo do życzenia. Oczywiście można wszystko usprawiedliwiać amnezją itd, jednak czegoś tej postaci brakuje. W pewnej chwili po prostu widz orientuje się, iż słowo jakie najlepiej do niej pasuje to po prostu „nijaka”. Najlepiej z bohaterów prezentuje się przyjaciel Hasego, Kiryuu, który swoim podejściem na zasadzie „miej wylane, a będzie ci dane” absolutnie zaskarbił sobie moją sympatię. Poza tym miałam odparte wrażenie, iż Kiryuu mimo, że chodzi z Hase do jednej klasy, jest od niego co najmniej o 2 lata straszy. Trafne uwagi, spostrzeżenia, które idealnie opisywały całą sytuację oraz kopniaki, które zmuszały Hase do działania…praktycznie to gdyby nie Kiryuu to cała historia wyglądałaby zupełnie inaczej. Idealny przyjaciel, idealnie wtapiający się w tło. Czy polecam? Trudno powiedzieć. Jeśli ktoś lubi okruchy życia, nie przeszkadza mu absolutny brak akcji i powtarzania schematów, to tak. Poza tym zostawiam do opinii indywidualnej. Dla mnie typowy średniak, który jednak będę ciepło wspominać.
OCENA KOŃCOWA: 5+/10 

7. Black Bullet

black-bulletW końcu jakieś anime akcji, które dobrze się sprawdza jako anime akcji i…praktycznie nic poza tym. Ostatecznie jednak nie będę tego rozpatrywała w kwestii wady. Black Bullet od pierwszego odcinka nie dawał żadnych złudzeń, że motywem przewodnim będzie po prostu mordowanie i tłuczenie robali. Oczywiście, można się było domyślać, że będzie jakaś intryga, pewnie jakiś zły czy tam główny boss, polityczne koneksje i wojna, od której to wszystko się zaczęło. Niemniej, pierwszym i podstawowym założeniem jest walka. I z tego anime to wywiązuje się w 200%. Intryga trochę kuleje i rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Ten zły jest całkiem ciekawą postacią, której potencjał zostaje całkowicie zmarnowany, a rolę antagonisty przejmuje szeroko pojęta ‚polityka’ i jej przedstawiciele. Wojna była i…dowiadujemy się, że była, że ma straszne skutki, ale od czego się to wszystko tak właściwie zaczęło? Tego już niestety nie wiemy. Robale za to pozostają robalami i to kolejny plus. Bohaterowie dają się lubić. Rentaro to całkiem sensowna postać, która mimo całej tej ‚nawalankowej’ otoczki zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Odważny, niepozbawiony umiejętności logicznego myślenia i kierujący się jasnymi zasadami główny bohater to argument wyraźnie na plus. Enju, będąca pod opieką Rentaro, dziewczynka w wieku około 4 klasy szkoły podstawowej i jedyna broń przeciwko niebezpiecznym robalom. „Wyklęte”, bo tak nazwano wszystkie zakażone jadem robali dzieci, to obecnie jedyna deska ratunku w walce o przetrwanie i jeden z najsłabszych motywów tej serii. Ujęcia krzywdzonych dziewczynek, społeczeństwo, które mści się na nich, za wszelkie zło, gdyż w starciu z prawdziwym wrogiem żaden człowiek nie ma szans oraz luki w prawie, dotyczącym ochrony tychże dzieci to tylko niektóre z dodatkowych wątków, które moim zdaniem są absolutnie zbędne. Oprócz tego dostajemy jeszcze kilku bohaterów, jednych zarysowanych lepiej, innych trochę gorzej, jednak ogółem pierwszo- i drugoplanowi bohaterowi stworzeni są całkiem solidnie (oczywiście, jak od każdej reguły, i od tej są wyjątki, o czym warto pamiętać). Podsumowując seria dobra, ale nie najlepsza. Dobra akcja, znośni bohaterowie i całkiem spaprane tło fabularne.
OCENA KOŃCOWA: 6+/10

8. No Game No Life

No-Game-No-LifeCzarny koń sezonu. Szczególnie dla mnie. Zagadki, łamigłówki i logiczne myślenie, które wyprzedza nawet samo siebie, to moja miłość (szczególnie w połączeniu z dobrym kryminałem). Inteligentni bohaterowie, ciekawy świat, motywy szachów oraz gry od słownych po planszowe i terenowe, to wszystko jeszcze więcej…w naprawdę ciekawej opowieści narysowanej bardzo nietuzinkową kreską. Znajdzie się tu nawet fanserwis, dla lubiących popatrzeć na to i owo, jednak nie przeszkadza on w oglądaniu, tym co sceptycznie podchodzą do roznegliżowanych ujęć. Generalnie dla każdego coś dobrego, ale udaje się trzymać przy tym wszystko w ryzach i seria ma jasno ustalony cel fabularny, do którego zmierza w staranie zaplanowanych, przez naszych bohaterów, krokach. Wszystkie decyzje mają swoje konsekwencje w przyszłości. Nic nie może umknąć uwadze, gdyż coś absolutnie trywialnego w danej sekundzie, może stać się asem w rękawie kilka minut później. Momentami myślenie bohaterów wybiega tak bardzo wprzód, iż widz nie ma najmniejszych szans, aby domyślić się co wydarzy się kilka sekund. Mimo, iż niektórym to przeszkadza, gdyż absolutnie gryzie się z jakimkolwiek, nawet cieniem realizmu, tak dla mnie to jest to ogromny plus. Zastanawianie się jak twórcy mają zamiar połączyć te wszystkie zdarzenia, aby tworzyły logiczną, spójną całość, to uczucie, które uwielbiam podczas oglądania tego typu serii, a No Game No Life zapewniło mi je praktycznie w każdym odcinku. Poza tym Shiro i Sora tworzą totalnie unikalną parę i samo patrzenie na ich relacje, kompatybilność i ogromne pokłady zaufania, sprawiają niezwykłą frajdę. Bohaterowie drugoplanowi ciekawi, dający dobry kontrast między parą protagonistów, a resztą świata. Generalnie polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Z niecierpliwością czekam na OVA i II serię.
OCENA KOŃCOWA: 10/10

9. Hitsugi no Chaika

hitsugi-no-chaikaCiekawa seria z całkiem nowym pomysłem na fabułę i oryginalnymi głównymi bohaterami. Nawet jeśli po drodze potencjał trochę się obniżył, to nadal pozytywnie wspominam seans i czekam na II serię, która pojawi się już nadchodzącym sezonie jesiennym. Niewątpliwie moim ulubionym bohaterem został Tooru, dzięki swojej postawie i umiejętności trzymania głowy na karku. Inteligentny sabotażysta, niekryjący się z przekonaniem, że zrobiłby wszystko, aby znów wybuchła wojna, gdyż to ona daje ludziom w jego ‚zawodzie’ największy zarobek. Mimo początkowej niechęci, Chaikę również polubiłam, choć nie będę ukrywać, iż stało się głównie dzięki jej relacji z Tooru. Sama w sobie Chaika to tajemnicza postać, o historii której dowiadujemy się nieco pod koniec serii, lecz jest to nadal kropla w morzu. Mam nadzieję, że wątek zostanie odpowiednio pociągnięty i wyjaśniony w II serii. Pierwszoplanową bohaterką jest także przyrodnia siostra Tooru, Akari, która dostaje bardzo obiecujący początek i wydaje się jedną z tych mitycznych ostatnimi czasy bohaterek, która umieją wziąć sprawy we własne ręce. Niestety bardzo szybko zostaje zrzucona na drugi plan i mimo obiecujących początków, staje jedynie dodatkiem do całości. Postacią, która zaciekawiła mnie chyba najbardziej, jest postać zmarłego cesarza Gaza, wokół którego obraca się cała oś fabularna i który jest alfą i omegą wszystkiego co się na ekranie dzieje. Pierwsza seria zbiera pomału informacje na jego temat, lecz ostatecznie wiemy niewiele więcej niż na początku. Dobrze poprowadzona historia i ciekawe wyjaśnienie wszystkich tajemnic w II serii, nadal mogą sprawić, iż anime to wskoczy na bardzo wysoką pozycję. Dostaliśmy bardzo dobry start: ciekawy świat, magię w zupełnie nowym ujęciu, ciekawych bohaterów, intrygę, która wciąga. Teraz tylko zostaje pociągnąć poziom do końca, co często jest najtrudniejszym zadaniem.

OCENA PO 1 SERII: 7/10

10.  Ryuugajou Nanana no Maizoukin

nanana10-odcinkowa seria, która gdyby tylko dostała więcej czasu antenowego, mogłaby stać się jednym z hitów sezonu wiosennego. Akcja toczy się na stworzonej przez 7 ludzi wyspie, która zrzesza wszystkich studentów i uczniów, gdyż to właśnie na niej mieszczą się wszystkie uczelnie i szkoły. Jedna z twórców wyspy postanowiła dodatkowo urozmaicić życie studenckie tym, którzy łakną przygody i rozmieściła poukrywane pomieszczenia i labirynty w różnych miejscach na wyspie. Nagrodą za odnalezienie i rozwiązanie zagadki, kryjącej się w jednej z tych ukrytych przestrzeni jest prawo do posiadania schowanego tam przedmiotu – magicznego artefaktu. Przedmioty te mają wiele zastosowań, jedne mogą spełnią życzenia, inne pomagają wykryć kłamstwo, jeszcze inne czynią posiadacza niepokonanym…nic więc dziwnego, iż jest sporo chętnych do ich odszukania. Cała fabuła obraca się wokół Yamy Juugo, nastoletniego ucznia, który wprowadza się w błogiej nieświadomości do nawiedzonego pokoju. Okazuje się, iż przyjdzie mu dzielić przestrzeń z duchem Nanany, wspomnianą wcześniej jedną z twórców wsypy, która poukrywała magiczne artefakty. Kobieta, a raczej dziewczyna, została zamordowana niedługo po rozpoczęciu budowy sztucznej wyspy i do teraz nie udało się odnaleźć jej oprawcy. Juugo wpada, więc w sam środek akcji, która toczy się nie tylko o zaginione artefakty, lecz również zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie morderstwa sprzed lat.
Fabuła jak widać po powyższym opisie ma niemały potencjał i naprawdę żałuję sposobu, w jaki potraktowano tę serię. 10 odcinków to absolutnie za mało, aby rozwinąć, a co dopiero odpowiednio zakończyć wszystkie wątki. Pomysły na łamigłówki bardzo ciekawe, przemyślane, żałuję, iż tak mało ‚lochów’ dane nam było zobaczyć. Chętnie widziałabym tę serię jako 24-odcinkowe anime, ale…pomarzyć dobra rzecz. Bardzo szkoda.
OCENA KOŃCOWA: 8/10(za potencjał) i 5/10(za realizację) 

Reklamy

3 thoughts on “Było…minęło, czyli czym sezon wiosenny przykuł moją uwagę.

  1. SStefania pisze:

    Wielkie dzięki za tę notkę! Niestety, nic konstruktywniejszego Ci nie powiem, ponieważ wkrótce po rozpoczęciu sezonu wiosennego odechciało mi się oglądać anime. Więc najdalej doszłam do czwartego odcinka Kamigami, a takiego Kawaisou nawet nie ruszyłam, mimo że jarałam się adaptacją innej mangi od autorki Love Lab.
    Teraz jestem na etapie oglądania blurejowych wersji anime, które mają już trochę (w tej chwili – Sasami-san@Ganbaranai), więc myślę, że z tymi najnowszymi seriami też tak zrobię, w przyszłości. Oczywiście tymi interesującymi, bo na takie Akuma no Riddle to jednak szkoda czasu trochę.
    Więc no, dzięki za utwierdzenie mnie w moich wyborach :)

  2. Jejku wiosna, kiedy to było… W mojej pamięci została jako najnudniejszy sezon od bardzo dawna i po przeczytaniu tytułu notki ledwo umiałam sobie przypomnieć co widziałam…
    To tak, zgadzam się całkowicie z opiniami o bardzo przyjemnych Kamigami no Asobi i przywracającą wiarę w shoujo Soredemę. Trochę wyżej niż ty oceniam Ishuukan Friends – wiem, że bohaterowie są trochę nijacy, ale tutaj czerpałam przede wszystkim przyjemność z klimatu :) Ale jak wspomniałaś to seria dla ludzi, którzy wiedzą, że lubią obyczajówki. Widzę kolejne zachwyty nad No Game No Life… Niedawno zobaczyłam pierwszy odcinek i pewnie na dniach nadrobię wreszcie całość, choćby po to, by sprawdzić co ludzi tak zachwyciło :)
    Więcej z Twoich serii nie ruszałam i jak na razie nie planuje wracać – lato 2014 na razie absolutnie mnie zachwyciło wyborem tytułów <3

    • enpitsuu pisze:

      Wiosna istotnie ciekawa nie była, ale coś tam do oglądania się znalazło, chociaż oczekiwałam dużo wyższego poziomu.
      Lato przywróciło wiarę w anime zdecydowanie. Dla każdego coś się znajdzie. Zostaje trzymać kciuki, aby ostatnie odcinki utrzymały poziom, a będzie to naprawdę jeden z mocniejszych sezonów ostatniego czasu. ;D W sumie sezony letnie zazwyczaj nie zachwycały, dlatego tym bardziej mnie cieszy ten nagły progres w tym okresie. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s