Najtrudniejsze to utrzymać poziom do końca, czyli podsumowanie sezonu letniego, part I

Sezon jesienny uważam za rozpoczęty! Tym samym zapraszam na pierwszą część krótkiego podsumowania minionego już sezonu letniego. Było dobrze, ale mogło być dużo lepiej. Kilka rozczarowań, kilka pozytywnych zaskoczeń, generalnie jak na porę letnią, to wyszło całkiem zadowalająco. Enjoy!

1. Gekkan Shoujo Nozaki-kun

Gekkan ShoujoŚwiatełko w tunelu wszystkich komedii romantycznych! Dzwony biją! Dzieci się cieszą! Muzyka gra! Oto dostaliśmy…śmieszną komedię! I nie ma tu absolutnie nic z sarkazmu, jestem całkowicie poważna <ociera łzy szczęścia>. Już dawno nie miałam do czynienia z tak zabawną serią. Czekanie na kolejne odcinki było przyjemnością, a kolejne spotkania z bohaterami potrafiły poprawić cały dzień. Gekkan Shoujo to seria, która bardzo umiejętnie parodiuje znane schematy wykorzystywane w co drugim shoujo, nie tracąc przy tym na własnej oryginalności. W sumie ciężko tu mówić o jakiejkolwiek fabule. Cała historia toczy się wokół uczniów liceum, którzy w bardziej lub mniej świadomy sposób pomagają tytułowemu Nozakiemu w tworzeniu mangi shoujo. Oczywiście jak przystało na czołowego mangakę, który tworzy uwielbianą przez dziewczęta miłosną historię, Nozaki o miłości…nie wie absolutnie nic. Inspiracje do kolejnych opowieści czerpie więc z otoczenia. I tu kłaniają nam się wspaniali bohaterowie, których absolutnie nie da się nie polubić. Kiedy wydaje się, że anime pokazało już wszystko na co je stać, bohaterowie po raz kolejny udowadniają, że to dopiero rozgrzewka. Bardzo żałuję, że to tylko 12 odcinków, z drugiej jednak strony może właśnie dzięki temu seria ta przez cały czas trzyma poziom. Serdecznie wszystkim polecam! Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego sezonu.
OCENA KOŃCOWA: 9/10

2. Kuroshitsuji: Book of Circus

Kuroshitsuji-Book-of-CircusCielu! ;3 Watashi-no Cielu! Po II serii Kuro, którą wyrzuciłam poza margines mojej świadomości, jakby nigdy nie powstała, nie liczyłam na udana ekranizację kolejnych arców mangi. W sumie to w ogóle nie liczyłam już na cokolwiek w kwestii ekranizacji. Wieści o ekranizacji Book of Circus były sporym zaskoczeniem i niekończącym się pasem obaw o wykonanie tego anime. Efekt końcowy był…niesamowity. Kuroshitusji powróciło z pełną mocą, która znów całkowicie mnie zaczarowała. Wyszło epicko. Co najważniejsze klimat! Klimat I serii był niepowtarzalny, II seria całkowicie poległa w tej kwestii, zaś III seria znów wzbija się na wyżyny, pokonując obie swoje poprzedniczki. W sumie…nie jestem absolutnie obiektywna w ocenie tej serii, gdyż kreacja charakteru i całej postaci Ciela, znów zdobyły mnie całkowicie. Ciel jest moim numerem jeden pośród wszystkich bohaterów i wszystkie cechy, które w nim uwielbiam, w tej serii zostały idealne przedstawione. Nawet Sebastian wydawał się tym razem jakiś bardziej znośny. Generalnie ogromny plus. Granie na emocjach widza, zwroty akcji, bardzo dobre kreacje bohaterów, mrok i niepowtarzalny klimat. Wszystko na swoim miejscu, czyli Kuroshitsuji w najlepszym wydaniu.
OCENA KOŃCOWA: 10/10

3. Re:Hamatora

Re:HamatoraWyczekiwana przez wszystkich…no dobra. ciąg dalszy niespecjalnie udanego anime, które tylko ze względu na końcowy cliffhanger zdołało przyciągnąć przed ekran garstkę widzów. Czy jest lepiej? Ciężko powiedzieć. Całą II serię odbierałam jako absolutny niewypał. W granicach odcinka z odwiedzinami w szpitalu, chciałam całkowicie tę serię porzucić. Nienawidzę dennych przerywników, a ten należał do absolutnego dna. Anime to kompletnie nie umie manipulować klimatem. Wstrząsające zakończenie jednego odcinka, które daje nadzieje na jakąś konkretniejszą akcję w następnym. Tydzień przerwy i co dostajemy? 20 minut absolutnie nieśmiesznych gagów i całkowicie zdeptaną nutkę powagi z zeszłego tygodnia. Widz nie lubi czuć się oszukany, a przy tej serii czułam się tak co najmniej kilka razy. Momentami miałam wrażenie, jakbym oglądała parodię parodii. Ostatni odcinek jednak troszkę podniósł moją ocenę. Wszystkie elementy układanki zostały odkryte i cała historia, która wcześniej wydawała się jednym wielkim bełkotem, nabrała jakiejś spójności. Nie pokuszę się o słowo ‚sensu’, jednak byłam pozytywnie zaskoczona. Z małym przymrużeniem oka jestem w stanie zaakceptować taki ciąg wydarzeń. Po łącznie 24 odcinkach kompletnego chaosu cieszę się, że chociaż garstka bohaterów ma jakieś logiczne wyjaśnienia na swoje zachowania. Niestety tylko garstka. Ostatecznie jednak serii nie polecam. Na początku miałam ogromne oczekiwania wobec tego anime, pierwsza seria boleśnie sprowadziła mnie na ziemię, druga dodatkowo zdeptała. Jest pełno lepszych serii, które łączą wątki detektywistyczne z akcją, więc Hamatora można sobie spokojnie darować.
OCENA KOŃCOWA: 4/10

4. Glasslip

GlasslipTak jak rzadko mi się zdarza „zmęczyć” jakąś serią, tak ta pobiła wszelkie rekordy w tej dziedzinie. Tak bezsensownej historii nie widziałam już dawno, a bohaterowie zajęli pierwsze miejsce w konkursie na najbardziej sztampowe kluchy ostatniego roku. Z odcinka na odcinek było coraz gorzej, a końcówka zmiażdżyła mnie absolutnie. Do teraz męczy mnie poczucie zmarnowanego czasu. Nie ma się tu absolutnie czego złapać. Bohaterowie? Jedno lepsze od drugiego, a lekarstwem na wszystko jest ucieczka i spacerowanie po mieście/górach/plażach. Fabuła? Nie wiem czy twórcy zrozumieli, czym w ogóle fabuła jest, gdyż to czym uraczono nas w tej serii na pewno z fabułą nie ma nic wspólnego. Niby mamy romans, jakieś dodatki nadnaturalne, okruchy życia…jednak wszystko w takiej mieszance i tak dziwnych proporcjach, że na końcu już nikt nic nie wie, a wątek nadnaturalny okazuje się tak zakręcony, że nawet twórcy nie potrafią go dostatecznie wytłumaczyć. Zakładam, że miała to być historia o grupie przyjaciół z dzieciństwa i tym ‚nowym’, który przeprowadza się do miasteczka i wywraca wszystko do góry nogami. Serii takich i podobnych było już co najmniej kilka, jednak Glasslip absolutnie nie da się do nich porównać. Wszystko zostało udziwnione do granic możliwości i tak pomieszane, aby przypadkiem nie dało się zrozumieć o co chodzi. W całym tym bałaganie pierwotne założenia bardzo szybko zeszły na drugi plan, a potem trzeci i w tym ciemny kącie zostały już do samego końca. Przewidywanie przyszłości, projekcje alternatywnej rzeczywistości, śnieg w lecie, wątki biseksualne, kompletnie irracjonalne decyzje, tarasy bez drzwi, koguty swatki…to wszystko i jeszcze więcej czeka na Was w Glasslip! Całkowicie…odradzam.
OCENA KOŃCOWA: 2/10 (tylko i wyłącznie za muzykę)

Advertisements

3 thoughts on “Najtrudniejsze to utrzymać poziom do końca, czyli podsumowanie sezonu letniego, part I

  1. Miras pisze:

    Gekkan shoujo… to faktycznie pretendent do miana serii sezonu. Swoją drogą to dość zabawne, że tak wszyscy zachwycamy się samym faktem, że w końcu po kilku sezonach posuchy dostaliśmy komedię, która nas autentycznie śmieszy XD. Fakt faktem, że trudno czasem znaleźć komedię, która wywołuje aż takie wybuchy śmiechu jak Gekkan shoujo.

    Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które nie męczyły się z Glasslip. Zgodzę się jednak, że hicior to nie jest – PA Works robiło już o wiele lepsze serie.

  2. SStefania pisze:

    Humor jest rzeczą subiektywną, mnie pierwszy odcinek Nozaki-kuna nie śmieszył zupełnie, za to wynudził i odpuściłam ;)
    Za Kuroshita zamierzam się kiedyś zabrać, bo muzykę do tego robił Yasunori Mitsuda, cyrkowy łuk historii chwalą nawet ludzie normalnie nielubiący tej serii, a to anime podobno jest po prostu dobre. Dobrze więc wiedzieć, że i fankom Ciela się podoba :)

    • enpitsuu pisze:

      Zgadzam się całkowicie w kwestii humoru, jednak naprawdę wiele osób pozytywnie oceniło Gekkan, więc coś w tej serii musi być. A to, że nie wszystkim się podoba to chyba dodatkowy atut. Ostatecznie cóż to za anime, które podoba się absolutnie wszystkim? Żadnych kontrowersji i sprzecznych zdań? Nuda. ;P
      Arc cyrkowy w mandze Kuro jest także, moim zdaniem, jednym z najlepszych, chociaż przyznaję się, że obecnie mam spore braki, więc może wydarzyło się już coś ciekawszego. W końcu udało się zrobić dobrą ekranizację, bardzo dobrego pierwowzoru. Niby nic trudnego, a ile człowiek musi gniotów naznosić, aby w końcu coś udanego dostać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s