Najtrudniejsze to utrzymać poziom do końca, czyli podsumowanie sezonu letniego, part II

Absolutnie sobie zdaję sprawę, że mamy środek listopada i że o sezonie letnim już wszyscy zdążyli dawno zapomnieć, ale! co się raz zaczęło trzeba skończyć, więc dzisiaj druga część podsumowania sezonu letniego. Oddzielną recenzję mam zamiar przygotować dla Zankyou no terror, które w moich oczach jest zwycięzcą sezonu lato 2014. Mam nadzieję, że sezon jesienny uda mi się wcześniej podsumować. Enjoy!

1. Ao Haru Ride

Ao.Haru.RideOstatnio w każdym sezonie musi pojawić się chociaż jedno shoujo. Wiosną mieliśmy Soredemo, latem Ao Haru, a jesienią uraczono nas Ookami Shoujo. Jak na tym tle wypada Ao Haru Ride? Zaskakująco dobrze. Mimo, że historia prezentuje się bardzo klasycznie i nie zaskakuje nagłymi czy niespodziewanymi zwrotami akcji, ogląda się ją nadzwyczaj dobrze. Całkiem udani bohaterowie, dająca się polubić heroina i znośny wybranek serca, dobre podejście do przyjaźni i umiejętne wyjaśnianie niedomówień to tylko kilka składowych tego tytułu. Przyznaję się, że seria to bardzo szybko stała się jedną z moich ulubionych historii shoujo, więc roszczę sobie prawa do odrobiny subiektywności w jej temacie. Jedynie zakończenie mogłoby być inaczej poprowadzone, jednak jeśli twórcy zdecydują się na II serię, to całkowicie wybaczę im takie, a nie inne zakończenie pierwszej części. Dużym plusem jest postać Futaby Yoshioki, głownej bohaterki, która mimo, iż przeżywa te same rozterki co typowa(TM) licealna bohaterka shoujo, potrafi nadal zaskarbić sobie przychylność widowni. Momentami infantylna, zbyt często uciekająca do płaczu, ale w tym wszystkim szczera i preferująca działanie nad siedzenie i użalanie się nad sobą. Z drugiej strony Kou może momentami irytować. Mi osobiście jego zachowanie nie przeszkadzało i uważam go za dobrą parę do Futaby, jednak całkowicie rozumiem głosy, które podsumowują go nieco bardziej krytycznie. Oprócz tego mamy ciekawych bohaterów pobocznych, których historie również potrafią wciągnąć, nawet jeśli odnosi się czasem wrażenie, że potraktowano je trochę po macoszemu. Bardzo liczę na II serię, która wyjaśniłaby co nieco w kontynuacji historii pobocznych oraz oczywiście pociągnęła dalej wątek głównej dwójki. Polecam serdecznie!
OCENA KOŃCOWA: 8/10 

 

2. Tokyo Ghoul 

Tokyo GhoulCzuję niedosyt. W sumie mogłabym na tym zakończyć, bo jest to główne uczucie, które mnie ogarnęło po ostatnim odcinku. Nie powinni rozdzielać tego tytułu na dwie serie. Jako widz czuję, że czekałam na coś, na co ostatecznie muszę nadal jeszcze trochę poczekać. Bardzo irytujące uczucie. Wszystkie odcinki I serii wyraźnie zmierzają do jednego kulminacyjnego momentu, który następuje w ostatnich minutach 12 odcinka… . Mimo, że nie jest to zakończenie rodem cliffhangera z Hamatory, daje się jednak mocno we znaki. Oprócz tego zabiegu seria prezentuje się przyzwoicie. Nie jest to akcja, klimat oraz fabuła, której się spodziewałam po naprawdę dobrze zrobionych plakatach i zwiastunach, ale jakoś się ten tytuł broni na pozycji jednej z najbardziej wyczekiwanych ekranizacji mangi. Poprzeczkę postawiono temu anime bardzo wysoko, nic więc dziwnego, że ciężko do tej poprzeczki momentami doskoczyć. Cała nadzieja w II serii, przy której można odnieść wrażenie, że pierwsza była jedynie przydługim wstępem do konkretnej akcji. Mam nadzieję, że kontynuacja nie zawiedzie, gdyż poprzeczka nadal utrzymuje się wysoko. Poza tym…czekam na białowłosego Kanekiego w końcu w akcji, podobnie jak chyba połowa widowni. ;) Styczniu 2015 przychodź jak najszybciej!
OCENA KOŃCOWA: 7/10

 

3. Love Stage!!

love stage!!Na początku zaznaczę, że moje doświadczenie w tytułach BL jest raczej niewielkie, więc wszelkie spostrzeżenia czy porównania to absolutnie moje prywatne odczucia. Generalnie anime podobało mi się, chociaż nie od początku. Pierwsze 3-4 odcinki raczej budziły niechęć, którą na siłę musiałam zwalczać, aby sięgnąć po kolejny epizod, dopiero po tym okresie historia troszkę zyskała w moich oczach. Tak jak Izumi wydawał mi się całkiem znośny i ostatecznie to jego polubiłam najbardziej, tak Ryouma denerwował mnie na każdym kroku. Sama nie wiem czemu odniosłam takie wrażenie, ale były momenty w których ani jeden, ani już tym bardziej drugi nie dawał się na ‚seme’. Jak dla mnie mamy tu od początku do końca dwóch ‚uke’, gdzie raz jeden, a raz drugi potrzebuje zdrowego kopniaka w tyłek. Mimo, że Ryouma był bardziej świadomy swoich uczuć i szybciej przechodzi z nimi do porządku dziennego, to jednak nadal momentami zachowywał się jak małe dziecko, co chyba bardziej irytowało, gdyż bardzo szybko można zauważyć, że to właśnie on był generowany na stronę ‚seme’. Duży plus za postacie poboczne, które momentami utrzymywały całą tę historię w ryzach. Były momenty śmieszne, były i denerwujące, ogólnie wyszło przeciętnie, ale da się w wolnej chwili obejrzeć. 11 odcinków to długość, która nie zmęczy widza i pozwoli z zainteresowaniem śledzić wszystkie epizody. Dla fanek BL pozycja obowiązkowa, dla reszty można, nie trzeba, gdyż ostatecznie nic się nie traci.
OCENA KOŃCOWA: 6/10

 

4.  Tokyo ESP 

Tokyo ESPZa to anime zabrałam już w połowie jego emisji i na początku zaczarowało mnie totalnie. Podobał mi się pomysł na akcję, zainteresowała mnie historia i główna bohaterka. Motyw superbohaterów dość ciekawie przedstawiony, więc liczyłam na dobry seans od początku do końca. Niestety z każdym kolejnym odcinkiem ilość absurdów zaczęła się mnożyć na tyle szybko, aby w zastraszającym tempie zrzucić całą przyjemność z oglądania na drugi plan. Z początku interesujący pomysł na fabułę zaczął przypominać szwajcarski ser z mnóstwem dziur i połączeniami tak nielogicznymi, jak tylko się da. Antagoniści stracili na sile przebicia, a główna bohaterka, mimo, że nadal kreowana na ‚super girl’ częściej wołała imię ukochanego, niż wymyślne nazwy ataków. Miłość w anime akcji jest często bardzo miłym dopełnieniem i smaczkiem, który dodaje wymiarowości, ale musi być to wątek dobrze poprowadzony. Tutaj uczucie jest bardzo widoczne i nie przeszkadza to do momentu, w którym nagle zalewa się nim cały ekran. Jestem absolutną fanką romansów, miłości i innych banalnych kwestii, ale w dobrym momencie i miejscu. Tutaj uczucia dołączyły do absurdalnych zabiegów twórców, które zamiast przyciągać widza, całkowicie go odpychały. Całość, jak już wspominałam, prezentuje się interesująco i akcja naprawdę trzyma w napięciu, jednak wydarzenia są zbyt chaotyczne. Brak w nich logiki, którą widz musi dołożyć sobie sam, co znacząco obniża radość z seansu. Polecam w wolnym czasie, w napadach nudy czy w przerwie między cięższymi tytułami. 12 odcinków szybko się ogląda, więc można dać szansę, aczkolwiek lepiej nie starać się zrozumieć.
OCENA KOŃCOWA: 5+/10 

 

5. Sabagebu!

Sabagebu!Seria absolutnie nieplanowana, rozpoczęta przez przypadek…i z radością dociągnięta do końca. Kolejny przykład, że jak się chce to można, czyli sztampowa do granic możliwości seria o szkolnym klubie, która potrafi rozbawić do łez. Nie ma tu absolutnie nic odkrywczego. Grupa 5 dziewczyn, biegająca z replikami broni w różnych lokalizacjach i udająca zabawę w survival. Co w tym zabawnego? Wszystko, jeśli tylko dobierze się odpowiednie bohaterki. Momoka Sonokawa, czyli główna bohaterka, to długo oczekiwany powiew świeżości w kwestii protagonistek. Miła, uczynna, uprzejma? Nic bardziej mylnego. Szczera do bólu, sadystyczna i będąc absolutnym zaprzeczeniem słowa ’empatia’ Sonokowa zaskarbiła sobie moją sympatię praktycznie od razu. Jej komentarze dotyczące prezentowanej rzeczywistości potrafiły momentami rozbawić mnie praktycznie do łez. Jedyną osobą, która mogła z nią konkurować we wtrącaniu swoich trzech groszy jest narrator, którego funkcja bliżej niesprecyzowana, sprowadza się do nagłego wtrącania swojego opisu rozumienia tego co dzieje się na ekranie oraz przestrzeganie widza przed zbytnim zaangażowaniem się w prezentowany poziom absurdu. Sabagebu! na samym początku głośno mówi, że jeśli przyszliście szukać akcji, litrów krwi i prawdziwego survivalu to nie tutaj. Ta seria będzie absurdalną parodią tego tematu i jeśli nam się to nie podoba to mamy jeszcze czas aby zawrócić. Wszystkie bohaterki dodają od siebie coś co sprawia, że anime to, mimo braku fabuły, faktycznie wciąga i automatycznie sięgamy po kolejny epizod. Dobra komedia i parodia to rzadkość, więc polecam wyłączyć mózg i cieszyć się dobrze zaprezentowanym absurdem w pigułce.
OCENA KOŃCOWA: 7/10
zankyou-no-terror

 

Advertisements

One thought on “Najtrudniejsze to utrzymać poziom do końca, czyli podsumowanie sezonu letniego, part II

  1. Z tej grupki widziałam jedynie Love Stage! i widzę, że mamy podobną opinię (z tą różnicą, że mi się akurat pierwsze epy bardziej podobały, a w środku ziewałam :P). Taka średniawa, ale yaoistki są zadowolone.
    Ech, czemu ja jeszcze nie widziałam to Ao Haru Ride… Nawet jak manga mi nie podpasowała, to anime tak wszyscy chwalą, że głupio mówić, że się jeszcze nie widziało :<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s