Śniegu było tyle co kot napłakał, czyli podsumowanie sezonu zimowego 2014/2015. Part I

Moja regularność na tym blogu bije ostatnio rekordy. W czasie tej nieobecności zdążyły wyjść i rozwinąć się, a także w dużej mierze zakończyć tytuły zimowe, a za kilka dni zaczyna się maraton wiosenny. Masakra. Korzystając ze świąt postaram się odrobinę nadgonić temat, zanim znów zaleje mnie fala zaliczeń i 12-godzinnych zmian w pracy. Dzisiejsza notka to pierwsza część podsumowania sezonu zimowego, który ostatecznie wypadł nawet lepiej niż pierwotnie zakładałam. Enjoy!

PS: Dziękuję wszystkim za ponad 12.000 wejść na bloga. Według niektórych może jest to słaby licznik, jednak mnie każda kolejna osoba cieszy tak samo jak pierwsza, dlatego ponad 12.000 to ogromny sukces! :)

1. Shinmai Maou no Testament

ShinmaiUdało mi się to anime dokończyć. Uważam to za swój osobisty sukces. Fabuła generalnie nie powala. Świeżości w tym za grosz, wszystko już widzieliśmy w tym czy innym wydaniu, a cała nagość, która powinna być czynnikiem przyciągającym, została ocenzurowana w tak beznadziejny sposób, że raziła mnie bardziej niż nagi biust bohaterek. Jeśli już o bohaterach mowa…Basara wypadł na tle tego wszystkiego całkiem nieźle, nie irytował mnie swoim postępowaniem i potrafił udźwignąć sytuację, kiedy była taka konieczność. Yahiro Takigawa również uplasował się nieco powyżej średniej w rankingu bohaterów i bardzo żałuję, że jego rola w anime była tak niewielka (tym bardziej cieszy mnie rozwiązanie użyte przy zakończeniu). A potem zaczyna się równia pochyła. Bohaterki żeńskie po prostu są. Nawet jeśli umieją władać magią, mieczem czy seksapilem, nawet jeśli jakiś tam zestaw cech na start otrzymały, nawet…darujmy sobie. Liczą się cycki. Ocenzurowane cycki, co będę podkreślać. Nie polubiłam żadnej z dziewczyn, jeśli musiałabym wybrać postawiła bym na Marię, gdyż są one po prostu jedno wymiarowe. Przeciętne do bólu. Fabuła z demonami, akcją i magicznymi mocami, a człowiek ledwo daje radę dokończyć odcinek. Porównując do High School DxD (a anime to, moim zdaniem, takowych porównań się nie ustrzeże) Shinmai wypada tak blado i nudno, że sama się sobie dziwię, że postanowiłam dociągnąć to do końca. Obecnie zaczęła w internecie zaczęła wychodzić wersja nieocenzurowana, co można znacząco wpłynąć na ocenę i odbiór serii, dlatego jeśli ktoś pokusi się o zapoznanie z tym tytułem absolutnie polecam wersję +18. Podsumowując – typowy średniak mieszczący się raczej w niższych granicach. Nic specjalnego i na dłuższą metę nie polecam. To co zdziwiło mnie najbardziej to fakt, że seria ta już ma zapowiedzianą kontynuację. Pewnie rzucę okiem, żeby zobaczyć co twórcy wymyślą, aby znów przyciągnąć widzów przed ekran. Ze swojej strony proponowałabym zdjęcie cenzury, ale to przecież zbyt banalne…
OCENA KOŃCOWA: 4/10 

2. Saenai Heroine no Sodatekata

SonCzy z przeciętnej dziewczyny da się zrobić bohaterkę gry eroge, o której będą marzyć tysiące otaku? Anime to udowodniło, że nie ma rzeczy niemożliwych, lecz na pewno nie da się tego zrobić w 12 odcinków, czyli kolejna urwana w połowie historia o…ostatecznie o niczym. Na początku poznajemy Akiego, który jest zapalonym otaku i natchniony przez pewne zdarzenie, postanawia zrobić najlepszą grę eroge na świecie. Jako, że sam nie posiada za grosz talentu, musi zgromadzić ekipę, która pomoże mu osiągnąć wymarzony cel. W sumie dla kogoś z takimi znajomościami nie ma prostszego zadania i już po kilku dniach (odcinkach) mamy ekipę, która zarywa nocki i dzielnie pracuje bez wytchnienia, aby najlepsza gra na świecie ujrzała światło dzienne. Do tej pory wszystko jest w porządku, pomysł całkiem ciekawy, protagonista mimo, że otaku, to jednak zbudowany z krwi i kości, bohaterki może niekoniecznie idealne, ale dające się polubić. Do mniej więcej 4-5 odcinka anime bardzo pozytywnie mnie zaskakiwało, relacje Kato i Akiego wciągnęły mnie niesamowicie, a ich dialogów mogłam słuchać bez końca. Dlatego niech mi ktoś wyjaśni, co się stało potem? Cała historia jakby traci polot. Mniej więcej w połowie widz orientuje się, że anime na pewno nie będzie odpowiednio zakończone, gdyż fabuła zaczyna koncentrować się na przeszłości bohaterów i wydarzeniach pobocznych. Wiadomo, że poznanie postaci jest ważną i często wręcz nieodzowną częścią serii, jednak tutaj wyszło to wyjątkowo nijako. Odcinki te są po prostu nudne, a wszystkie zabiegi, które wcześniej przyciągnęły mnie przed ekran, zepchnięto na drugi plan. Szkoda. Potencjał był. Ciekawy bohater i znośny harem wokół również. Komediowe wstawki i riposty Kato, które momentami bardzo mnie rozśmieszały, dawały nadzieję na całkiem niezłą serię. Jak zwykle na nadziejach się skończyło. Anime to nie jest złe, jest po prostu do bólu przeciętne i razi to tym bardziej, że początek zwiastował coś zupełnie innego.
OCENA KOŃCOWA: 5/10 

3. Death Parade

death_paradePo dwóch przeciętnych seriach czas na najlepszą serię sezonu zimowego. Nieważne od czego zacznę i na czym zakończę i tak będzie to wywód pełen zachwytów. Zastanawiałam się ostatnio, czy fakt, że tę serię oceniam tak wysoko, nie jest przypadkiem wynikiem zestawienia tego tytułu z innymi seriami. Death Parade po prostu nie ma do czego odnieść, gdyż jest to produkt absolutnie świeży i nowy. Nawet jeśli tagi: zagadki, życie po śmierci, psychologiczne, dają jakieś wyobrażenie na temat tej serii, to zaręczam Wam, że dopóki nie obejrzycie, nie dacie rady wyobrazić sobie takiego świata. W Death Parade urzeka wszystko, począwszy od niesamowitej kreski – w szczególności tła, które momentami wyglądają wręcz spektakularnie, poprzez wspaniałe kreacje bohaterów i wciągającą historię, skończywszy na fenomenalnej muzyce. Może to zbyt subiektywna opinia, ale w serii tej podobało mi się absolutnie wszystko. Owszem, zwróciłam uwagę na momentami kontrowersyjne wyniki osądów oraz na niezbyt dokładnie wytłumaczone pewne kwestie fabularne, lecz nawet te braki nadal pasują do serii, sprawiają, że widz musi pomyśleć, zastanowić się i ostatecznie sam dojść do własnych wniosków. Nie wszystko podane jest nam jak na tacy i dzięki temu, każdy inaczej odbierze wydźwięk zdarzeń prezentowanych na ekranie. Jeśli ktoś uzna to, za rażącą wadę, nie będę się spierać, jednak w moim odczuciu jest to celowy zabieg. Anime to należy do cięższych klimatów. Nie chodzi tu o fruwające flaki czy dramatyczne zwroty akcji. Całość koncentruje się wokół pewnych kwestii związanych z życiem i śmiercią i nawet jeśli tytuł ten jest kolejną wariacją na temat sądu ostatecznego, to potrafił poruszyć takie struny, które dotyczą każdego, niezależnie od tego czy wierzy oraz jakiej jest wiary. Oczywiście zdarzają się również komediowe wstawki, które nieco pomagają rozładować napięcie, lecz całość maluje się raczej w ciemnych, stonowanych barwach. Odczucia potęguje dodatkowo wspaniała muzyka, która nawet jeśli jest tylko tłem do wydarzeń rozgrywających się ekranie, sama również stanowi małe dzieło sztuki. Ciężko jest stworzyć coś, co nie wysuwa się na pierwszy plan i nie dominuje, a jednocześnie nie daje o sobie zapomnieć i ciągle podkreśla swoją obecność. Nie wyobrażam sobie Death Parade bez muzyki. Absolutnie. Kończąc moje zachwyty, polecam wszystkim! Spójna, klimatyczna historia, okraszona dramatem, skierowana do starszej widowni. Perełka wśród dna mułu, którym ostatnio jesteśmy zalewani. Wspaniała uczta dla umysłu, oka i ucha.
OCENA KOŃCOWA: 10/10 

4. Binan Koukou Chikyuu Bouei-bu LOVE! 

Binan…co ja właśnie obejrzałam?! Takie pytanie zadawałam sobie po każdym odcinku. Teraz po zakończeniu całej serii, w końcu mogę sobie odpowiedzieć. Właśnie obejrzałam najlepszą parodię magical girls jaka kiedykolwiek powstała, a myślę, że i w przyszłości ciężko będzie ją przebić. To było genialne w całej swojej głupocie. Już dawno uśmiech nie towarzyszył mi przez cały czas oglądania serii, a Binan Koukou zafundowało mi to praktycznie od niechcenia. Sama nie wiem czym mogę wytłumaczyć fenomen tej serii, która bądź co bądź jest bezdennie głupia. Nie ma tu ani jednego elementu, który wprowadziłby moment powagi, parodia wypełnia 100% czasu antenowego. Obejrzałam w swoim życiu już z kilkadziesiąt anime spod znaku mahou shoujo, ale żadne nie miało w sobie tyle uroku i pozytywnej energii. Rynek ten potrzebował mocnego wstrząsu i chociaż nie spodziewałam się go ze strony 5 transwestytów, to jednak kupuję to w całości. Jest ta dobra strona i ta zła, są magiczne moce, walka dobra ze złem w bardzo różnej postaci, starszy brat rąbiący drewno przez większą część swojego życia, przewodniczący samorządu, który nienawidzi curry, jeż mieszczący się w szklance i włochaty, różowy wombat, a także na wpół martwy profesor, który co jakiś czas potrzebuje porządnego odgrzybienia. Jak w ogóle można się zastanawiać czy sięgnąć po to anime?! Zdaje sobie sprawę, że nie do każdego humor trafi i nie każdy zniesie takie stężenie głupoty, jeśli jednak uważasz, że dasz radę, to serdecznie polecam! Rozrywka murowana!
OCENA KOŃCOWA: 10/10

5. Tokyo Ghoul√A

tokyo ghoulI znów zagrano mi na nosie. Tokyo Ghoul sprawiał problem od samego początku. Niby wszystko gra, niby jest tak jak powinno, a jednak zostaje jakieś poczucie niespełnienia. Pierwsza seria, urwana z resztą w momencie, kiedy w końcu miało zacząć się coś dziać, zostawiła mnie z totalnym niedosytem. Przez cały pierwszy sezon przygotowywani byliśmy do czegoś, na co ostatecznie musieliśmy kilka miesięcy poczekać. Kiedy w końcu II seria ruszyła wydawało się, że będzie konkretniej, więcej akcji, Kaneki w końcu ruszy z miejsca i jego rozterki zostaną zastąpione przez działanie. Niestety, na tym polu czeka największe rozczarowanie. W ostatecznym rozrachunku nic się nie zmienia. Owszem, Kaneki jest silniejszy, stacza kilka naprawdę dobrych walk, jednak jego rozwój emocjonalny jest daleko w tyle. Siła w parze z niedojrzałością, która praktycznie nie zmienia się od I serii, nadal daje wyniki równy zero. Poza tym w serii tej położono nacisk na rozwój fabuł, która pędzi do przodu wrzucając widza w wir zdarzeń, coraz to nowych bohaterów i powiązań, które nijak nie są wyjaśniane. W pewnym momencie kompletnie się pogubiłam i do końca trwania serii już nie udało mi się odnaleźć. Za dużo, za szybko, zbyt chaotycznie, a jednocześnie zbyt nijako. Tokyo Ghoul to seria, która zachwyci kilkoma scenami, urzeknie wspaniałą, wręcz fenomenalną muzyką i da złudne poczucie anime na wysokim poziomie. Niestety pod tą cudowną otoczką kryje się bardzo przeciętny tytuł, który stara się bronić rękami i nogami, ale nadal słabo mu to wychodzi. Jestem widzem, który nie zapoznał się z mangowym pierwowzorem, od którego teoretycznie seria II miała być odstępstwem, dlatego ciężko jest mi wczuć się w klimat opowieści, której najzwyczajniej nie rozumiem. Ktoś, gdzieś, z kimś, podczas gdy ten inny ktoś, a wtedy tamten z tym…tak mniej więcej przedstawia się mój odbiór fabuły. Kiedyś, w nieco spokojniejszym czasie, zaserwuje sobie oba sezony pod rząd i zobaczę, co uda mi się z tego wynieść, lecz teraz po oddzielnym obejrzeniu II serii, jestem ponownie zawiedziona. Ocenę podwyższa wspomniana już muzyka oraz kilka scena, która naprawdę zapadły mi w pamięć. Czekam na serię III. Może w końcu coś mnie pozytywnie zaskoczy.
OCENA KOŃCOWA: 5+/10 

death-parade

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s