Ciepła herbata, koc i anime, czyli pierwsze wrażenia sezonu jesień 2015 part II


Ogłaszam wszem i wobec, że jesienne przeziębienie mam zaliczone. Nie wiem czy jest się czym chwalić, ale że to u mnie nieodłączna część tej pory toku, to cieszę się, że tym raz przypadło szybciej niż później. Dzięki temu sporo anime udało mi się w ostatnim tygodniu obejrzeć. Szczególnie polecam Nanatsu no Taizai, które jakoś do tej pory mi umykało i dopiero teraz znalazłam chwilę, aby w dwa dni cały sezon zobaczyć. W 2016 roku zapowiadana jest kontynuacja, więc tym bardziej cieszę się, że nie będę miała tak długiej przerwy pomiędzy seansami. Ponadto w końcu ukończyłam pierwszą serię Gintamy, która początkowo zalegała na mojej liście plan to watch przez ładnych kilka lat, a potem przez dobre pół roku trwała na etapie watching. Mam nadzieję, że drugą obejrzę szybciej i uda mi się nadgonić trzecią jeszcze w trakcie trwania emisji. A co w dzisiejszej notce? Poniżej przedstawię ciąg dalszy zestawienia pierwszych wrażeń z sezonu jesiennego oraz ubolewania nad plagą powielania schematów. Enjoy!

GAKUSEN TOSHI ASTERISK

Słowami wstępu: Asterisk obejrzałam jako pierwsze (względem Rakudai Kishi no Cavalry), dlatego to do niego będę robiła porównanie. Skąd ten wstęp? Przekonacie się czytając opisy tych obu, wychodzących jednocześnie serii.
Asterisk to nowoczesne, studenckie miasto, które otacza 6 szkół, specjalizujących się w różnych rodzajach magii i umiejętności. Ze względu na turniej, który rozgrywa się w owym mieście pomiędzy wspomnianymi szkołami, możemy spokojnie przyjąć, że Asterisk to jedna gigantyczna arena, na której toczą się magiczne pojedynki. Na jeden z uniwersytetów przybywa Ayato Amagiri, który już pierwszego dnia wpada na roznegliżowaną, różowowłosą księżniczkę, która jak się potem okazuje jest jedną z najpotężniejszych użytkowniczek magii ognia. Rozgniewana Julis, bo tak się owo dziewczę nazywa, wyzywa naszego bohatera na pojedynek, który ostatecznie ma wyłonić osobę uległą i dominującą w tej relacji. Innymi słowy, przegrany będzie musiał być na każde skinienie wygranego. Cóż, ciężko posądzić tę serię o oryginalność, to po pierwsze. Po drugie…zapraszam do przeczytania streszczenia fabuły Rakudai Kishi no Cavalry.

RAKUDAI KISHI NO CAVALRY

CalvaryMagiczni rycerze to współcześni magowie, którzy walczą bronią, która ma reprezentować ich duszę. Ikki Kurogane to jeden z uczniów specjalnej szkoły dla Magicznych Rycerzy, który nie wykazuje wybitnych…okey, który nie wykazuje praktycznie żadnych umiejętności w kwestii władania magiczną bronią. Pewnego dnia wpada on na roznegliżowaną, różowowłosą księżniczkę, która jak się potem okazuje jest jedną z najpotężniejszych użytkowniczek magii ognia. Rozgniewana Stella, bo tak się owo dziewczę nazywa, wyzywa naszego bohatera na pojedynek, który ostatecznie ma wyłonić osobę uległą i dominującą w tej relacji. Innymi słowy, przegrany będzie musiał być na każde skinienie wygranego. Cóż, ciężko posądzić tę serię o oryginalność, to po pierwsze. Po drugie…hm. brzmi znajomo, prawda?

A&RTe dwie serie wychodzą jednocześnie w sezonie jesiennym. I w tym momencie ja się pytam, gdzie tu sens i gdzie logika? Oba tytuły mylą mi się niemiłosiernie i musiałam poświęcić dłuższą chwilę, aby rozdzielić, które sceny występowały w której serii. Jestem w stanie zrozumieć duże zapotrzebowanie na serie akcji, dziejące w świecie z magicznymi mocami i pojedynkami, ale tak rażącej w oczy kopii wydarzeń i bohaterek(!!!) nie widziałam już dawno. Po pierwszym odcinku, obie serie obierają nieco inny kierunek fabularny, ale przez tak podobne do siebie heroiny, nadal trudno mi rozgraniczyć obie serie. Czy któraś zrobiła na mnie lepsze wrażenie? O dziwo lepiej ogląda mi się Rokudai, a to głównie za sprawą bohaterów. Wydają mi się sympatyczniejsi i nieco mniej sztampowi, od tych z Asteriska, ale to nadal nie znaczy, że są bohaterami z krwi i kości. Co to to nie. Jeśli chodzi o kreskę to znów szala przechyla się na stronę Asteriska, gdzie tła są dużo bardziej szczegółowe, jak i kolorystycznie seria ładniej wygląda. Pytanie kluczowe, a co z fabułą? I tu na razie zostaje znak zapytania. Obie serie dążą do jakieś turnieju i pojedynków między uczniami, jednak każda realizuje ten cel w nieco inny sposób, więc w przypadku tych tytułów, o fabule decydować będą szczegóły. Ostatecznie, tak jak wspomniałam, nieco przychylniej patrzę na Rokudai (chociaż siostrzyczka z zapędami kazirodczymi ten wątpliwy płomyczek mocno nadszarpnęła), ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze wszystko, może się zmienić, więc jest to opinia mocno tymczasowa. Zobaczymy ile jeszcze podobieństw uda się wciasnąć w dwie serie jednego sezonu.
OCENA ROKUDAI PO 3 ODCINKACH: 6+/10
OCENA ASTERISK PO 3 ODCINKACH: 6-/10

SAKURAKO-SAN NO ASHIMOTO NI WA SHITAI GA UMATTEIRU

sakurako-sanKryminał, mili Państwo, oto kryminał. Kolejne podejście do tajemniczych morderstw przepuszczone przez japońskie krzywe zwierciadło. Tym razem otrzymujemy pasjonatkę kości, szkieletów i wszystkiego co z martwym ciałem jest związane i podążającego za nią ucznia liceum. Można? No cóż, któż zabroni. Owa pasjonatka, czyli tytułowa Sakurako-san, posiada oczywiście do kompletu światły umysł i nadzwyczajną umiejętność łączenia wszystkich zdarzeń w spójny ciąg przyczynowo-skutkowy. A jaka w tym wszystkim rola licealisty, Shoutarou Tatewakiego? Jak to z takimi fanatykami bywa, Sakurako-san jest dość mocno nieobyta w relacjach społecznych, a gdy w grę wchodzi możliwość zdobycia nowych eksponatów, szczególnie pochodzenia ludzkiego, zatraca już całkowicie wszelkie granice jakiejkolwiek kontroli nad swoim zachowaniem. Pierwszy odcinek miał za zadanie przedstawić bohaterów, naświetlić relacje jakie między nimi panują i z grubsza zarysować nastrój, który będzie serii towarzyszył. Jest to jeden z tych tytułów, w których komediowe wstawki przeplatają się z ciężką atmosferą towarzyszącą śmierci w sposób całkowicie przypadkowy. Ostatnio spotyka się ten zabieg w coraz większej ilości serii, jednak bardzo niewiele z nich potrafiło żonglować nastrojem widza odpowiedni sposób. Ciężko jest mi stwierdzić, czy Sakurako-san powieli błędy swoich poprzedników, gdyż już w drugim epizodzie humorystycznych scen uświadczymy co najwyżej kilku. Co więcej, początkowy odcinek mylnie zasugerował, że będziemy mieli do czynienia z serią epizodyczną, czyli jedna sprawa = jeden – max. dwa odcinki. Tymczasem w drugim otrzymujemy wstęp do fabuły, która zadaje się być osią całej serii. Miłe zaskoczenie, gdyż zaistniała tym samym szansa na konkretnego antagonistę. Seria ta zdecydowanie ma potencjał i mimo wielu nieścisłości i drobnych grzeszków fabularnych, ma szanse dostarczyć wiele radości z oglądania. Trzymam kciuki.
OCENA PO 2 ODCINKU: 7+/10

SUBETE GA F NI NARU: THE PERFECT INSIDER

f_shimotsukiI o dziwo, kolejna seria kryminalna. Tym razem jednak od razu wiadomo, że cała seria będzie skupiać się na konkretnej sprawie morderstwa sprzed kilku lat. Po dwóch odcinkach nadal ciężko zrobić jakikolwiek zarys fabuły, który jakoś ogarnąłby to co się na ekranie w ich czasie działo. Póki co na pierwszy plan wybijają się trzy postacie. Moe Nishinosono, córka sławnego profesora, która zadłużyła się w jednym z jego uczniów, a konkretniej Souheiu Saikawie, który to jest członkiem Pracowni Badawczej Saikawa. Nad całą fabułą zdaje się górować postać Shiki Magaty, dziewczynki geniusza, która w wieku 11 obroniła doktorat, zaś w wieku 14…z niewiadomych przyczyn zamordowała swoich rodziców. Genialna programistka nie przyznaje się jednak do winy i uparcie twierdzi, iż winną jest tajemnicza lalka. W związku z takim rozwojem sprawy, Magata zostaje uznana za niepoczytalną i odizolowana w ośrodku na jednej z wysp na oceanie. Mimo tytułu mordercy, Shiki Magata, nadal budzi uznanie i szacunek wśród elity intelektualnej, a spotkanie z nią to dla wielu niedoścignione marzenie. Cała historia zaczyna nabierać tempa, kiedy Nishinosono udaje się dostać na osobiste spotkanie z doktor Magatą. Pierwszy odcinek bardzo mi się spodobał. Anime, które przez 20 minut prezentuje dwójkę bohaterów rozmawiających ze sobą, a jednocześnie dające wrażenie, że owe 20 minut minęło w ułamku sekundy, to znak, że można zacząć od tego tytułu czegoś wymagać. Drugi epizod zaprezentował troszkę niższy poziom, ale nadal udało się mu podtrzymać mój entuzjazm względem tej serii. W tym sezonie, wśród nowości, stawiam swój głos właśnie na ten tytuł. Możliwe, że będzie to całkowity niewypał i znów skończę z nosem spuszczonym na kwintę, ale do tej pory to właśnie to anime wywołało u mnie poczucie, że ja jako widz, nie jestem traktowana jak bezmózgi idiota. Jeśli oglądając tę serię, muszę się skoncentrować i chociaż troszkę pomyśleć, aby jakoś łączyć wydarzenia dziejące się na ekranie, to seans takiego tytułu jest dla mnie sto razy większą frajdą, niż bezmyślne przyjmowanie kolejnych absurdów, które serwują mi twórcy. Wiadomo, że oba typy tytułów są potrzebne, jednak w ostatnim czasie ta głupawa sieczka zdecydowanie zdominowała rynek, dlatego wszystko co wybija się ponad nią zostaje przeze mnie docenione. Mam nadzieję, okrutna Japonio, że nie zawiedziesz mnie po raz kolejny.
OCENA PO 2 ODCINKACH: 8+/10 

Advertisements

One thought on “Ciepła herbata, koc i anime, czyli pierwsze wrażenia sezonu jesień 2015 part II

  1. W serie o magicznych szkołach nawet nie zamierzam się wplątywać, jakoś nieszczególnie mi to leży, zwłaszcza przy tej dawce „oryginalności”. Sakurako-san zapowiada się całkiem nieźle, choć niekoniecznie od razu po pierwszym odcinku. Do tego tła są naprawdę ładne. Subete ga F na razie po pierwszym odcinku sobie odpuszczam, z zamiarem obejrzenia reszty pod koniec sezonu. Zobaczymy, co z tego wyniknie. ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s